27 maja 2017

Chapter 09

Już dawno nie czuła tego ucisku w sercu jak i żołądku. Miłe chwile minęły tak szybko jak się i pojawiły. Nie rozumiała, dlaczego to tak się działo. John Cusack był obcym facetem, o którym nie wiedziała zupełnie nic. Który nawet nie dawał jej nadziei na coś więcej, niż znajomość. O przyjaźni nie było mowy. Pisarz był nierealny dla niej samej. Te krótkie chwile, w których trochę mogła go poznać spowodowały, że zaczęła odczuwać tęsknotę. Krople łez swobodnie spływały po jej policzkach. Nie rozumiała swojej naiwności. Pomimo tych słów, jakie wypowiedział późną nocą, nadal czuła do niego sympatię.
Przytulała do siebie mokrą od łez poduszkę. On już stąd wyszedł. Była pewna, że nie wróci. Zatraci się w promocji nowej książki, być może odwiedzi kolejne piekielne miejsce zapominając o pokojówce. Morena wiedziała, że nie mogła oczekiwać za wiele.
Nie przejęła się faktem, że tej ostatniej nocy pisarz zachowywał się dziwnie. Wiedziała jednak, że ją sprawdzał z jakiegoś powodu. I miała pewność, że te pocałunki były zwykłym testem, który pokazałby czy potrafiła wygadać się wszystkim, czy może zachować to dla siebie. Gdyby chciał ją zaciągnąć, już by to uczynił. Morena miała swoje wytłumaczenia. Jednak to nie dawało jej spokoju. Nie mogła z pamięci wyrzucić tego, że zbliżył się do niej. Przyznać mogła, że całował całkiem dobrze, ale było w nim coś niepokojącego.
Wiedziała, że nie pozbędzie się myśli o nim, cieszyć się mogła, że dzisiejszego dnia miała jeszcze wolne.
Długo potrwało zanim wstała z łóżka. Będąc w łazience wzięła szybki prysznic, umyła zęby, a także wyprostowała włosy pozostawiając rozpuszczone. Założyła wygodne ciuchy, nie miała w planach nic do zrobienia, ale jakoś musiała przeżyć niedzielę. Niechętnie udała się do restauracji, gdzie zamówiła coś lekkiego na obiad, zajmując miejsce, gdzie w piątkowy wieczór spędzała czas z Johnem. Teraz jego miejsce było puste. Samotnie siedziała patrząc na puste krzesło. W restauracji o tej porze było niewiele osób. Może, dlatego, że zwykle goście jadali o dwunastej, a zegar wskazywał prawie czternastą. Blondynka zamyśliła się na tyle, że nie zauważyła kelnera, który postawił talerz z daniem i życzył smacznego. Spojrzała na niego nieobecnym wzrokiem, gdy już odchodził w stronę innych stolików. Cicho westchnęła patrząc na jedzenie.
🐬
Podeszła do recepcji, gdzie stał Frank Genertyks w towarzystwie innej pracownicy Sarah Nortons. Morena ją również znała, ale nie miała tak dobrego kontaktu, co z Frankiem i Ronem. Sarah zajmowała się starszą panią, która chciała koniecznie zarezerwować pokój na pierwszym piętrze. Skarżyła się na bóle nóg, a także miała przy sobie yorka, którego trzymała w transporterze. Morena spojrzała na Franka, który właśnie ją zauważył.
- I jak mija week? – zapytał zapewne niczym nie świadomy, że jego koleżanka z pracy niemal całą noc spędziła z pisarzem.
- Jako tako – wolała pominąć temat o pisarzu. Nie bardzo wiedziała jak, by obrać to wszystko w słowa, co wydarzyło się w jej pokoju. Nie mogła tego nazwać uczuciem, ani niczym, co sugerowałoby, że wpadła w gust pisarza. On tylko ją sprawdzał. Miała świadomość, że w jakikolwiek sposób dowiedziałby się o tym, gdyby naopowiadała Frankowi.
- Jesteś przygnębiona – zauważył. – Wyjdź gdzieś, bo jutro rano się widzimy w pracy – przypomniał jej.
- Jasne – uśmiechnęła się blado. – Może faktycznie gdzieś wyjdę. - wyjęła telefon z torebki. Było przed piętnastą.
- Jak będziesz w sklepie to weź dla mnie jakieś napoje energetyczne, ok? Tu ich nie ma, sama wiesz – poprosił. Morena wiedziała o co chodziło. Samuel zakazał sprzedaży napojów energetycznych w swoim hotelu, ale tylko dlatego, by goście przychodzili do jego baru, gdzie energetyki szły jedynie w parze z wódką.
- Jasne, jak będę – rzekła na odchodne. Jedyną dobrą rzeczą, jaka mogła jej się dziś przytrafić to dobra pogoda. Nie było ani za gorąco, ani chłodno. Wychodząc z Hotelu Delphi poczuła się nieco dziwnie. Od ostatnich tygodni prawie w ogóle nie wychodziła poza mury Hotelu. A teraz była na zewnątrz, poczuła się wolna. Na poboczu zauważyła kilka taksówek, z których wysiadali ludzie. W żadnym nie mogła poznać pisarza. On już wyjechał, nie wróci tu, bo nie ma już po co. Nie przejmowała się tym, że mógł ją uznać za łatwą. W końcu na co jego opinia, gdy już tu nie wróci. Możliwe, że chciał ją poniżyć przyznając się do chęci współżycia z nim. Może to go bardziej podniecało, a może potrzebował do swojej książki. Było wiele opcji, za wiele. Przeszła przez jezdnię i ruszyła w stronę najbliższego centrum handlowego. Nie miała celu, ale wolała trochę pochodzić, niż faktycznie się użalać nad sobą. Zwykle nie za często chodziła po ulicach Nowego Jorku, ale dzisiejszy dzień nadawał się idealnie. Gdyby tylko słowa Johna były prawdziwe, zrobiłaby małe zakupy i obkupiłaby się w nowsze ciuchy, aby jakoś ładnie wyglądać w Los Angeles. I właśnie w tym momencie postanowiła, że jednak coś kupi. Może poudaje, że jednak tam jedzie i to będzie idealna wymówka, aby faktycznie odświeżyć szafę. Poczuła małą euforię na samą myśl. Istniała szansa na odzyskanie dobrego humoru.
🐬
Los Angeles. Trzy dni później.
John siedział na swoim starym fotelu w pomieszczeniu, które nazywał swoją pracownią. Właśnie dopracowywał najmniejsze szczegóły swojej pracy, która miała niebawem przemienić się w książkę. W tej chwili odpoczywał popijając piwo z butelki. Jeszcze kilka ostatnich stron, które miał sprawdzić i poprawić, po czym mógł wysłać plik do wydawnictwa, jakie znajdowało się w Nowym Jorku. Nie mógł tam zjawić się osobiście, gdyż musiał i tak wracać tutaj. Tylko w tym miejscu miał idealny spokój i natchnienie by doprowadzić do porządku swoje opowieści. Pokój 1408 wrył mu się szczególnie w pamięć. 
To dzięki niemu zaczął nieco inaczej patrzeć na pewne sprawy.
Jego dom był ciasnym mieszkaniem posiadającym niewiele przestrzeni. W pracowni nie tylko pisał, ale i też sypiał. Od dawna nie sprzątał w tym miejscu, „pokój” przeistoczył się w całkiem zagmatwany burdel, w którym wszystko leżało nie tam, gdzie trzeba. Na biurku przy laptopie stały puste, zwietrzałe butelki po piwie, które zostawił przed wyprawą do Nowego Jorku. Kwiaty, które zostały po żonie już dawno przeistoczyły się w suche sterczące badyle w doniczkach. Na półkach panował ogromny kurz, który poprzykrywał rzeczy, zaś łóżko już dawno nie było ścielone, zawsze pozostawiał totalne nieogarnięcie w tym miejscu.
Kiedyś to mieszkanko było wyłącznie pracownią. Jego prawdziwy dom znajdował się niedaleko, w którym mieszkał z Jennifer i Katie. Po śmierci córeczki nieco rozluźniła się więź między nim, a żoną. Wkrótce później był rozwód i podział „majątku”. Jennifer sprzedała dom, który tylko jej przypominał o chwilach z córką i mężem. John musiał spakować swoje rzeczy i przenieść się do pracowni. Nie myślał nad kupnem domu, choć było go stać. Polubił to miejsce, które według niego było dość przytulne. I nie musiał samotnie mieszkać w dużym domu, gdzie miałby więcej pajęczyn do ściągania.
Oprócz pokoju zwanego pracownią, istniała też niewielka łazienka oraz kuchnia i korytarz. W tych pomieszczeniach nie panował bałagan. Cusack nie zwracał uwagi, że ostatnio zaniedbał swoje miejsce. Pisanie książki pochłonęło go zbyt mocno, by mógł się przejmować stertą brudnych ciuchów, zakurzonymi półkami, czy pełnym koszem śmieci. Miał się za to wszystko zabrać po wysłaniu swoich przewodników na temat nawiedzonych miejsc w Hotelach.
Gdy tylko otworzył kolejny plik zatytułowany „1408” zrozumiał, że nie mógł pozostawić tego w tym momencie. Tak jak wcześniej planował – postanowił napisać odrębne opowiadanie o Pokoju. I tą opowieścią chciał zaskoczyć wszystkich. Jednak zanim miało do tego dojść – musiał do wydawnictwa wysłać opowiadanie o pięciu nawiedzonych miejscach w Hotelach. Już jutrzejszego dnia miał się tym zająć. „1408” nie miał być przewodnikiem, a powieścią. Tak, był już pewny, że chciał powrócić do dawnego pisania, jednak nie chciał odstawić grozę w szary kąt.
Popołudniem udał się na pocztę, gdzie miał sprawdzić swoją skrytkę pocztową. Na miejscu minął się z kilkoma osobami, po czym wyjął klucz z kieszeni i otworzył swoją skrytkę. W niej znajdowała się sterta listów. Wyjął je wszystkie, po czym odszedł. Jak zwykle zajechał do swojej ulubionej kawiarni. Tym razem zamówił koktajl, gdyż czuł, że miał sucho w gardle. Zasiadł przy stoliku gdzieś w kącie pomieszczenia, aby na spokojnie przejrzeć przesyłki. Znowu natknął się na kilka listów od fanów, które odłożył na bok. Uznał je za mniej ważne, więc postanowił je jako ostatnie przejrzeć. Były też pocztówki kilku hoteli, ale je również zbagatelizował. Postanowił odłożyć na jakiś czas grozę, gdyż poczuł chęć na pisanie powieści. Natknął się na pocztówkę z widokiem Hotelu Delphi. Na odwrocie było napisane, że Samuel L. Jackson jest diabłem. Zaśmiał się głośno ignorując, że ktoś mógł go usłyszeć. Tak, jest samym wcieleniem diabła, pomyślał. Wypił koktajl do końca i zabrał swoje listy, aby pozałatwiać kilka spraw. Tym razem nie chciał – jak na razie – odwiedzać przeklęte miejsca. Musiał się skupić na pisaniu nowej powieści, a że miał wenę twórczą, tym bardziej nie tracił czasu. Jadąc w stronę plaży chwycił za dyktafon, aby powiedzieć kilka słów.
- Ktoś twierdzi, że Samuel L. Jackson szef Hotelu Delphi jest diabłem. To akurat mnie nie przekonuje, choć nie kryję, że pasuje mi do pokoju 1408. Mógłby tam zamieszkać. Hotel Delphi, pomimo wielu ofiar nie stał się aż tak popularny w mediach. Wszystko zawdzięczamy takim szefostwom jak L. Jackson, którzy omijali media szerokim łukiem. Jednak ktoś i tak wie sporo o Delphi. Czy moja książka pomoże rozsławić tę ruderę? Okaże się – wyłączył dyktafon i odłożył go na siedzenie obok. Zaśmiał się do siebie patrząc na drogę. Skręcił na parking, gdzie miał zostawić samochód. Ten dzień miał spędzić na plaży. Tym razem nie myślał o pływaniu na desce. Zauważył, że po wizycie w 1408 zrobił się bladszy, i potrzebował poopalać się.
Przeszedł się kawałek drogi, aby wreszcie usiąść na piasku. Rozejrzał się dookoła, gdzieś w oddali była dość spora grupka ludzi, która również korzystała z uroków tego miejsca. Tego dnia nie było ogromnego natłoku ludzi, ale nie zdziwiłby się, gdyby ktoś rozpoznał w nim pisarza.
Przez chwilę pomyślał o Morenie. Na samą myśl uśmiechnął się szyderczo wyobrażając ją tu obok siebie. Mógł przyznać, że na swój sposób go zainteresowała. Pomimo tego, że była totalnym przeciwieństwem Jennifer, miała coś w sobie, co spowodowało, że tamtej nocy ją pocałował. Nie żałował swojego zachowania, w pewnym sensie kręciło go to, co jej robił. Czuł nad nią przewagę, gdy niepewność ją chwilowo obezwładniła. Gdyby Morena była taka jak Jennifer, już dawno nawrzeszczałaby na niego okładając z całej siły. Cusack był pod wrażeniem jej naiwności, którą mógł wykorzystać, ale pozostawił to na później. Nie chciał mieć jej na chwilę, była mu potrzebna do pewnych celów, niekoniecznie seksualnych. Wiedział, że zbyt mocno wykorzystywał to, że Morena była zapatrzona w niego, ale czuł, że potrzebował ją. Nikt nie mógł mu tego zabronić.
Położył się na ciepłym piasku, lecz zanim zamknął oczy usłyszał głośne szczekanie i warczenie. Odgłosy przeraźliwego warknięcia dochodziły z kilkunastu metrów. Usiadł ponownie patrząc w stronę dobermana, który upatrzył sobie cel. Zwierzę ominęło kilkoro ludzi, których miał na swojej drodze. Nie zwracał uwagi, że jeden z ratowników próbował go zatrzymać. Na plaży był zakaz spacerowania z psem.
- Co to, kurwa, ma być? – wymknęło mu się z ust. Nie próbował uciec, gdyż wiedział, że to przyniosłoby niepożądany efekt. Wstał gotów, aby przyłożyć rozwścieczonemu psu, choć nie miał żadnego odpowiedniego narzędzia. Nie miał czasu, aby przemyśleć wszystko na chłodno, musiał się jakoś bronić, by ogromne bydlę nie wbiło swe zębiska w jego ciało.
Nagle dwóch facetów-ratowników zajęło się zwierzęciem, które zostało natychmiast unieruchomione sznurem. Cusack nie miał zamiaru siedzieć w tym miejscu, gdy zwierzę mogło ponownie się na niego rzucić. Darował sobie „gadkę” z ratownikami, gdyż pies nie należał do nich, a zapewne do jakiegoś plażowicza. Nie miał za bardzo kogo posyłać do sądu.
Odchodząc w stronę parkingu zauważył chudego chłopaka przypominającego trzydziestolatka, który pracował w księgarni, oraz był widziany w Hotelu Delphi. Blondyn ze słomianym kapeluszem i błękitnymi spodenkami szedł w kierunku dwóch facetów, którzy schwytali psa. John nie rozumiał, co robił tamten typ i czy mógł mieć wspólnego z psem, który na jego widok nagle się uspokoił.
🐬
Minął tydzień. Lato jeszcze trwało, upał dawał się we znaki, a pisarz czekał, aż jego książka terminowo ukaże się w sierpniu. Nie marnował chwili, a pracował nad opowieścią o pokoju 1408. Miał już napisane kilkanaście stron, przeczuwał, że tym razem sam Norris będzie zaskoczony. Postanowił zacząć z opowieściami, gdyż całkiem dobrze szło mu pisanie. Nagle usłyszał dźwięk Skype'a. Kliknął w chmurkę, po czym wyskoczyło błękitne okienko z informacją, że dostał wiadomość od Jennifer. Poczuł niemal szybsze bicie serca, był w nadziei, że jego była żona przemyślała kilka spraw i chociaż utrzyma z nim kontakt.
Odpieprz się od mojej żony, pisarzyku!” - już się domyślił, że to był ten jej adwokacik, czy prawnik. Już zapomniał z tego wszystkiego, czym dokładnie zajmował się tamten oprych. Wcisnął krzyżyk i ponownie zajął się pisaniem. Nie chciał bawić się na przepychanki, to nie było w jego stylu. Nie krył zdenerwowania, spodziewał się, że Jennifer prędzej czy później opowiedziałaby swojemu mężowi o rozmowie w Delphi. Był trochę zły i na nią. Nie rozumiał, po co mówiła tamtemu o nim. Dobrze wiedział, z opowiadań Norrisa, że tamten typek był bardzo zazdrosny. Nie zapamiętał nawet jego imienia, choć pamięć miał dobrą, w końcu był pisarzem.

Noc zapadła bardzo szybko. John usnął na niepościelonym łóżku. Sny tej nocy nie były litościwe. W nich pojawiała się Jennifer, z którą się kłócił o Katie. Mała dziewczynka leżała już w grobie, a on obwiniał nie tylko żonę, ale i również siebie o to, że nie kazał córce walczyć. Rak całkowicie pochłonął nie tylko jej niegdyś zdrowe ciałko, ale i też duszę. John nie mógł sobie wybaczyć, że pozwolił jej umrzeć.
Obudził się zdezorientowany rozglądając dookoła. Było mu strasznie gorąco, więc wstał i uchylił okno. Za dużo myślał o córce, szczególnie, gdy ją widział w 1408. Zatęsknił za nią wypuszczając łzy, które samoistnie spływały. Pragnął ją przytulić, usłyszeć jej głos. Obarczał się winą, bo mógł jeszcze coś zrobić. Popatrzał na krajobraz, który był za oknem. Czuł się samotny, opuszczony. Nie rozumiał, jak Jennifer mogła ułożyć życie na nowo po ogromnej tragedii.

Wczesnym rankiem wstał, by trochę pobiegać i pospacerować po plaży. To było jego ulubione miejsce na odpoczynek, czy przemyślenie pewnych spraw. Nie mógł jednak za długo cieszyć się spokojem, gdy nagle usłyszał, że ktoś do niego dzwonił. Spojrzał na wyświetlacz: „Samuel”. Zadziwił się nieco, ale był przekonany, że czarnoskóry będzie go prosił o wycofanie się z pomysłem 1408.
- Haj – odezwał się, gdy tylko odebrał.
- Witaj, John – jego rozweselony głos nieco rozbawił pisarza. - I jak idzie z książką? - zapytał.
- Jest w trakcie produkcji już, przynajmniej wydawnictwo dostało materiał – odpowiedział. - A ciekawi cię to?
- W końcu byłeś w moim Hotelu, a jeden z moich pokoi jest opisany przez ciebie w książce, która niedługo będzie miała swoją premierę – powiedział.
- Jeżeli Norris nie wyrobi się z obróbką na sierpień, to może się przedłużyć – poinformował. W odpowiedzi usłyszał śmiech Samuela. Cusack już wyobraził jego, jak siedzi na swoim fotelu i popija koniak uśmiechając się szyderczo.
- Norris? Przestań! On nic nie robi. Ma swoich niewolników do poprawek, a on tylko szmal liczy – jego głos był tak roześmiany, że zaczęło to nieco irytować pisarza. Samuel miał rację i to również go nieco denerwowało.
- Mniejsza o to – rzekł. - Tylko tyle chciałeś wiedzieć? - zapytał patrząc przed siebie.
- Wczoraj dostaliśmy ciekawy list od anonima. Treść tyczyła się ciebie – zdradził swój powód telefonowania.
- Pewnie ktoś sobie żarty stroi, nie zdziwiłbym się, że Morena – zgadywał. Mogła w przypływie gniewu, czy żalu napisać o nim brednie i podrzucić szefowi do skrzynki. John miał pewność, że mógłby jej zaufać, ale teraz miał mieszane uczucia.
- Niestety nie – odpowiedział. - Ona nie miałaby powodów, ponadto list został wysłany z Los Angeles, priorytetem. Nie wiem, czy jest sens czytać ci całą treść, bo jest tego trochę. Jesteś w ogóle zainteresowany tą sprawą?
- Nie obchodzi mnie to, mam inne rzeczy na głowie – być może poczuł ulgę, ze blondynka nie oczerniała go w liście. Wolał mieć w niej sojusznika, była mu na coś potrzebna i nie chciał, by okazała się fałszywą osobą. John miał wąskie grono znajomych, którym ufał. Znał się z wieloma osobami, ale tylko nieliczni mogli być jego przyjaciółmi.
- Tak myślałem … nie obchodzi cię to, a powinno. Nie wiem, co wykombinuje twój psychiczny fan, albo anty fan, ale powinieneś spojrzeć na to. Gdyby to był liścik z pierdołami, nie zawracałbym ci tyłka. Czy ty musisz być zawsze uparty? - Samuel był poważny, jego głos to zdradzał. John na chwilę milczał. Nie wiedział, co mu odpowiedzieć.
- Gdy będę przejazdem w Nowym Jorku, przyjdę do ciebie. Nie mam czasu, by teraz zajmować się psycholami, wybacz, ale muszę kończyć – rozłączył się, nie pozwalając Samuelowi dojść do słowa. Co mnie to obchodzi? - pomyślał.
🐬

Nowy Jork.
Siedziała w altance popijając słabego drinka. Nie dbała o to, że rano musiała wcześnie wstać. Myślała o nim, wracała wspomnieniami do momentów, w których spędzała z nim czas. Myśli nie ustępowały, choć minęło trochę czasu. W sierpniowe wieczory starała się przebywać w ogrodzie. Miała nadzieję, ze ujrzy go, że usłyszy jego głos. Tęskniła.
Wracała do wspomnień, w których całowała się z nim, a raczej to on ją całował. Pamiętała każdą sekundę ich wspólnych chwil, każde słowo. Niemal nadal czuła jego dotyk, nie zawsze miłe słowa. Minął już miesiąc, choć zdawało jej się, że upłynął rok. Czuła pustkę, wiedziała, że bez niego już nie było tak przyjemnie.
Dała mu się sponiewierać, była o to na siebie zła. Nie tak to miało wyjść. Gdyby pokazała, że posiadała zasady, być może wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej. A teraz pozostało jej jedynie czekać.
Oczekiwała na nową książkę, miała nadzieję, że uda jej się przybyć na spotkanie w księgarni, jeśli pisarz będzie brał pod uwagę Nowy Jork. Nie łudziła się, choć chwilami miała wrażenie, że w coś wierzy. Próbowała wytłumaczyć sobie, że nie powinna interesować się nim. Był jak z innego świata.

Próbowała nie myśleć o tym, ale wspomnienia wracały z podwójną siłą. Była jednak przekonana, że to co się stało wtedy w pokoju już nigdy nie będzie miało miejsca, a pisarz z pewnością zatracił się w swoich obowiązkach. Dopiła drinka pozwalając sobie na kolejne minuty siedzenia w altance. Wyglądała na przemęczoną, jak i zawiedzioną. Zaprosił mnie, a nawet nie chciał ode mnie numeru telefonu – pomyślała w duszy. Wierzyła, że zakpił z niej. Była jednak zła na siebie, że za dużo sobie wyobrażała, choć próbowała nie dopuszczać takich myśli, ze mogłoby coś się dziać między nimi. I pytanie, czy w ogóle coś do niego czuła, czy była zaślepiona jego osobowością, oraz tym, że był kimś więcej. Zagubiła się w tym wszystkim. 





🐬 Chapter 09 napisany z mojej wyobraźni
🐬 Crediits: gif: google.com /search cusack | photos: google.com /search cusack




Hojla :P Chapter poprawiałam dwukrotnie, gdyż nie pasowało mi coś tam ... Mam nadzieję, że zjadliwy ... Chcę tu podkreślić, że tajemniczy blondyn z księgarni (jaki był na początku opo) nieraz namiesza! Też będzie związek z 1408 i nie tylko ... Wiem, że w tym rozdziale niewiele się działo, ale mam nadzieję, że następny przypadnie Wam do gustu xD Kto oglądał 1408 na PULS TV? A dziś 2012 o 20:00, kto ogląda? Ja nie wiem czy dam radę dziś, a wiem, że jeszcze będzie powtórka w jakiś dzień. 



Powrócę do wątku samego pokoju, więc nie obawiajcie się :) Nie chcę skończyć na zaledwie 40-stu stronach, jak King :))) Kolejny rozdział dodam w krótkim czasie :)

7 komentarzy:

  1. No, no jestem pierwsza ^^
    Nie będę się rozpisywać - strasznie mi się podobało, ale coś dzisiaj krótko! Chociaż cieszę się, że przynajmniej coś :) Najlepsze jest zakończenie - nie mogę się doczekać, co dalej. Ogółem ciekawe jest to, że ludzie robią wszystko, aby nie groził im żaden pech - zastanawiam się tylko, co by zrobili, gdyby przypadkiem przeleciał im przed oczami czarny kot - przecież go nie przefarbują na jakiś inny kolor, prawda? XD
    Czekam nn :D
    Pzdr.

    OdpowiedzUsuń
  2. I już znalazł się w potrzasku, a właściwie wpadł w objęcia pokoju 1408, czyli swoich najgorszych koszmarów. Szybko się czytało i w ogóle jakiś krótki ten rozdział, więc czekam z niecierpliwością na następny. Zaś co do Moreny, wydaje się miła, ale trochę irytująca.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo fajny rozdział!
    Jak zawsze z resztą.
    Tylko trochę krótki...
    Ale ja też mam krótkie, wiec...
    Czekam na następny!
    Pisz szybciutko (:

    OdpowiedzUsuń
  4. W tej chwili znalazłam Twój blog i jeszcze nie zaczęłam czytać, ale dodaję do obserwowanych. 1408 to jeden z moich najulubieńszych filmów <3 Z chęcią przeczytam i przekonam się, jak Ty to wszystko widzisz. W wolnej chwili nadrobię zaległości.
    Pozdrawiam i życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Salvē! Salvē!
    Uważaj, bo ja mam taką nazwę, że ślad po niej pozostaje i kto ją wpisze, może natychmiast się na Ciebie natknąć - a wiadomo, że debisuki za mną lecą. Pamiętasz?
    I widocznie jakieś negatywne moce z Hotelu na mnie działają - kogo mam ubić za to, że drugi raz już mi się skasował komentarz??? Może cały hotel? Bo biedną Morenę na pewno nie.
    Tak w ogóle, Morena? Czasem nie nazywa się tak jakaś piosenka. I nie, nie myli mi się z "Macareną".
    To nie babcia! To szyszymora!!!!! Jadowitaa!!!
    Hvehve, ja bym chciała w bloku zamieszkiwać 13 piętro i posiadać tam różne upiorne rzeczy, by przesądnych postraszać. Lecz Ty mogłabyś pić u mnie herbatę - najlepiej Earl Grey. Królewsko, królewsko z krewką... Dobram, co ja pletę?
    Szefowi hotelu najdostojniej byłoby w ksywce Czarnira Bambira Murzynira. Hahahaha...!!! Jeśli wiesz, gdzie ciemno. A czekoladka mi przypomina te dawne wypowiedzi... = żygom tenczom... aaah, dawnee czasy dobrobytu i dziwów.
    Akurat dlaczego Morena nie poznała Cusacka to akurat się nie dziwię. Widzisz ludzi na żywo parę razy i ich nie poznajesz!
    Skremowany dywan w starodawne worki - haaa, ja jestem dobra! Myślę tylko o paleniu i... wiesz, co się w tych workach mieściło.
    Statek? Aaahhh, żeglarze... zawsze przyjemnie mi się kojarzą. Przypomniały mi się "Morskie Opowieści" i taki krótki rejs statkiem, gdy nad morzem byłam, tak poza tym. (:
    Mała łazienka? Haha, przypomnieli mi się jacyś domo-szukacze, co głównie sprawdzali, jakiego rozmiaru są łazienki. Utkwiło mi to w głowie.
    Szkoda, że nie wykonałaś opisu obrazów. Chciałabym poznać te dziwne dzieła. (;
    No normalnie widmAaa. "Specters÷÷÷÷ - no nie, znowu Bond mi się przypomina!
    Huehue, każdej się nie da - nie miałabyś czasu na spanie, jedzenie, odpisywanie na komentarze, życie ogółem...
    Trzymam Cię cienkiej gałązki! Lecę!
    Tak w ogól, pragnę powiadomić, iż zostało mi jedynie 4% baterii i nie chce mi się iść po ładowarkę, haha.
    Ciekawy rozdział jak zwykle. Masz przecie dar do pisania! (: Miło było powrócić do Pokoju po takiej długiej przerwie. Miło również, że go kontynuujesz.

    Valē!

    OdpowiedzUsuń
  6. Dodałaś już dwa rozdziały? Tak szybko? 0.0 Chociaż z drugiej strony Twoje mają mniej słów, więc to może nie dziwne.
    Tak sobie myślę, że gdyby Samuel okazał się diabłem byłoby ciekawie, a nawet bardziej niż ciekawie. Swoją drogą, istnieje serial ,,Lucyfer”, którego nie oglądałam i nie wiem, czy warto. Jeśli masz jakieś zdanie na ten temat, możesz wysłać mi je w wiadomości. (:
    Ja tam nie piję napojów energetycznych, a moim ulubionym napojem jest Ice Tea/Nestea (tak samo smakuje, wiadomo. Jestem także uzależniona od mleka, koktajli (to słowo wygląda dziwnie, jak się je napisze w liczbie mnogiej) i wszelkiego rodzaju capuccino.
    Scena z dobermanem na plaży genialna. Padłam ze śmiechu. W sumie ciekawe, jak by Cusack temu psu przyłożył. To dopiero byłoby widowisko. I kto wie, może pisarz opisałby je w swojej książce. I coś mi się zdaje, że blondynek z tą akcją miał coś wspólnego. Mam nadzieję, że znalazło się coś na jego temat w następnym rozdziale, aczkolwiek jeśli nie, to się nie obrażę. ;D
    Ciekawi mnie treść listu i Cusack powinien się nim zainteresować. Kto wie, może mu grozić śmierć, jeśli go zignoruje. Poza tym, coś czuję, że ten blondyn ma z tym coś wspólnego (patrz: scena z dobermanem ;D).
    Nie mogę się wprost doczekać momentów wykorzystywania Moreny.
    E tam, rozdział wcale nie jest nudny. Pozwala na rodzenie się spekulacji (ale to nie powód, żeby gapić się w lustro, hahahe). Zdziwiona jestem, że nikt prócz mnie jeszcze tego rozdziału nie skomentował, a jestem dość późno. Znowu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny rozdział, bardzo ciekawy wątek tego psycho-fana, ta akcja na plaży z pewnością miała z nim wiele wspólnego,poza tym tęskniąca Morena. Na bank się zakochała i coś mi się wydaje że John będąc kolejny raz w hotelu zabierze ją stamtąd;D A Samuel..hmmm jest na pewno postacią która coś ukrywa i nie do końca jest tym za którego uchodzi,ale to tylko moje odczucia. Tylko czemu komuś zależy na skrzywdzeniu pisarza...będę myśleć, a raczej zaczekam na kolejne posty ;D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz, który motywuje mnie do dalszego pisania. :)))