20 kwietnia 2017

Chapter 06

Cusack śmiał się niemal w głos, niczym opętany. Spojrzenie dziewczyny mówiło samo za siebie, była poirytowana tym. Czuła nie tylko zażenowanie, ale i uczucie, że pisarz nie wziął ją na poważnie. Bardzo chciała odejść z tego miejsca, ale jako mniejsze zło wybrała rozmowę z nim. John miał wytłumaczenie, i to racjonalne, więc chciał się tym z nią podzielić. Jednak po nie dłuższej chwili jego śmiech znikł, patrzył na nią niemal czarnymi oczami. 

Tak jakby to, co było chwilę temu tak naprawdę się nie zdarzyło. Oboje stali niedaleko drzwi wyjściowych. John nie miał chęci na rozmowy, ale każde słowo związane z 1408 było dla niego na wagę złota.
Czuł zmęczenie. W tej chwili nawet nie miałby sił, by chwycić ją za ramię i pchnąć w stronę łoża. Sam się sobie dziwił, że byłoby go stać na takie traktowanie młodej kobiety. W pewnym sensie zawsze chciał – być może – coś takiego uczynić. Nie uprawiał seksu od miesięcy, brakowało mu drugiej osoby. Przynajmniej na chwilę. Jednak to, nie był zwierzęciem.
- Miałem zamiar iść spać – odezwał się po dłuższej chwili ciszy. Morena spojrzała w stronę łoża. Zauważyła laptop, oraz otwarty program do pisania.
- Zawsze chciałam wiedzieć, jak pracuje pisarz – zdradziła. Chyba przez chwilę zapomniała o bolącej głowie i dziwnym zdarzeniu w windzie.
- O tym chciałaś ze mną rozmawiać? – zapytał poważnie. – Jeżeli KŁAMSTWEM chciałaś się tu znaleźć, to cię uświadomię, że jutro „asfalcik”, czy jak go tam zwiesz dowie się o twojej natarczywości!
- Wybacz – rzekła. Chyba zeszła na ziemię. – Jestem po prostu .. – nie dokończyła. – Nie kłamałam.
- Mam wytłumaczenie na to. Byłaś jeszcze w szoku, gdy ujrzałaś 1408 w dziwnym stanie. Później w trakcie awarii windy uderzyłaś się w głowę. A gdy zemdlałaś, miałaś to, co miałaś. Głosy i te inne – wyjaśnił. – Albo … wymyśliłaś tą bajeczkę, aby nachodzić mnie w tych godzinach. Czy to nie zboczone, co robisz? – próbował ją zawstydzić. Możliwe, że poczuła się skrępowana. Nie wiedziała, gdzie wlepić spojrzenie, a nagle nie wiedziała, co zrobić z rękami.
- Może tak – osunęła się na podłogę. – To znaczy, jeśli chodzi o ten pokój… Po prostu … miałam wizję, że leżysz tam i marzniesz, a ja chciałam pomóc, ale te drzwi się zamknęły same … Ja tego nie wymyśliłam. Dla mnie to było szokiem, że 1408 „wyprodukował” mróz … a później ten wypadek w windzie … I … nie jestem zboczona! – wybroniła się na koniec.
- Ok. Nie powinnaś się przejmować tym … to strata czasu, mojego, jak i twojego. To, co zdarzyło się w windzie, nie jest ważne. Ale widziałaś to samo, co ja, gdy otworzyłaś drzwi, a ja mogłem uwolnić się od pułapki. Powinienem ci podziękować za uwolnienie mnie z 1408 – patrzył na nią z góry. – Ale i na te dziwne zjawiska są wytłumaczenia. Jeszcze nie wiem, jakie, ale odkryję to. Skoro ty też widziałaś pokryty mrozem pokój, to jest dowód na to, że nie miałem zwidów, a Samuel jaki dał mi trunek nie wsypał tam żadnego narkotyku. Poza tym … spodziewam się, że coś jest w tym pokoju …
- Nie strasz mnie już – powiedziała. Zapadła niezręczna cisza. Cusack podrapał się po głowie, możliwe, że sam nie wiedział, co zrobić, co powiedzieć. Ona nie była zwyczajną pokojówką, coś musiało w niej być, że jeszcze nie wyrzucił jej z 1407.
- Może w ramach podziękowania zaproszę cię na kolację w tym zjawiskowym Hotelu? – uśmiechnął się sztucznie.
- Dziękuję, chętnie – rzekła posyłając delikatny uśmiech.
- To do jutra? – podał jej dłoń. Wstała.

John usnął niemal od razu. Dopiero rano skorzystał z odświeżenia się, potrzebował szybkiej kąpieli. Gdy spojrzał na zegarek, jaki miał na prawej ręce – wiedział, że musiał być mocno zmęczony poprzedniego dnia. Było przed jedenastą. Pisarz był zwolennikiem wstawania o bardzo wczesnej porze. Tym razem było niestety inaczej.
Gdy umył zęby przysiadł na łożu, aby napisać kilka zdań w laptopie. Musiał wylać to, co miał w planach przelać na papier. Jeszcze czekało go odsłuchanie nagrania z dyktafonu, gdy był na chwilowej wycieczce po pokoju 1408.

Spałem bardzo dobrze. Nic nie hałasowało zza ściany. Zapewnienia Samuela o dziwnych odgłosach stały się mitem. Pokój 1408 milczał”. Zaśmiał się wyobrażając, co mogłoby się dziać. Domyślał się, że 1408 bez gościa hotelowego nie mógł ot tak straszyć. Brakowało mu potencjalnej ofiary, bo bez żywej duszy nie miało sensu straszyć. Na pająkach i kurzu mu z pewnością nie zależało.
Cusack spodziewał się, że nigdy nie dochodziło do odgłosów zza ścian. Przypomniały mu się buteleczki w zajeździe „Szlochającym bukiem”. Tu zamiast nich były czekoladki. Nie lubił objadać się słodyczami, zazwyczaj zostawiał je nietknięte na hotelowej poduszce. Tym razem też tak miało się stać. Przez chwilę wyobraził sobie scenkę, w której upycha Morenę czekoladkami. Dziewczyna nie pasowała na objadającą się słodyczami. Więc ta scenka byłaby wykreślona na samym starcie. Nie czuł do niej chemii, nawet w minimalnym stopniu. Była mu obojętna, przynajmniej na razie. Zastanawiał się, czy faktycznie mógłby ją zaciągnąć do łóżka. Wiedział, że nie miałby z tym problemu. Tu chodziło o niego. Nie była w jego typie, a może mu się tylko tak zdawało? To w końcu coś miała w sobie, ale jednak nie? Nie mógł się nad nią zastanawiać.
Spojrzał na trunek, jaki dostał wcześniej od szefa hotelu. Dźwięczna nazwa, dzięki której można było sobie połamać język aż rozśmieszała pisarza. Z szafeczki wyjął szklankę i nalał z butelki drogiego koniaku, aby upić kilka łyków. Kątem oka spojrzał na teczkę, z której częściowo wystawały dokumenty, zdjęcia i zapiski o pokoju 1408.
- Pieprzony Samuel. I tak dokończę historyjkę o 1408. Nawet gdybym musiał tam ponownie wejść. – powiedział sam do siebie.
*


- Gdzie on jest! – krzyczała szatynka, mająca zapewne trzydzieści lat. Była niska, miała założone buty na obcasie, aby dodać sobie centymetrów. Ubrana w gustowną garsonkę i spódnicę wyglądała na bizneswoman. Jej ciemne włosy były rozpuszczone, proste opadające na ramiona. Recepcjonista Frank Genertyks próbował uspokoić kobietę. Poddał się, gdy tylko zauważył, że to nic nie da. Wezwał Samuela L. Jacksona.
Czarnoskóry pojawił się jak najszybciej.
- Proszę mnie do niego zaprowadzić! Gdzie jest John! – mówiła nerwowym głosem.
- Pani zapewne jest Jennifer? – zapytał pokazując swe opanowanie. Samuel, jako szef hotelu musiał się pokazywać z takiej, a nie innej strony. Nie mógł jej wyrzucić, ani zbluzgać. Chyba, że kobieta rzuciłaby się na niego, wtedy ochrona wkroczyłaby w akcję.
- Tak, skąd pan wie? – zapytała.
- John wspominał o pani – odpowiedział. – Ostatnio wiele osób się o niego pyta, wiec skojarzyłem fakty.
- Chcę z nim pogadać – zażądała. – Sukinsyn dzwonił do mnie na skype’a.
- Może powinniście pogadać … Powinien być w pokoju 1407. Zaprowadzę panią.
*
Niedaleko pokoju 1407 na korytarzu rozmawiali o wczorajszych wydarzeniach. Pisarz nie mógł obojętnie przejść obok tej blondynki. Nie chodziło o sprawy matrymonialne, a o sam pokój. Właśnie, tylko dla informacji postanowił na chwilę odwieść ją od obowiązków pracy. Do niczego innego mu nie byłaby potrzebna. Przynajmniej był tego pewny.
Cusack postanowił nieco rozluźnić nową znajomość z dwudziestosześciolatką. Wszystko na potrzeby materiału. Młoda kobieta miała sprzątać w 1401, ale zaczepiona przez pisarza nie mogła odmówić rozmowy.
- I pamiętaj, nie zapominaj o dzisiejszej kolacji – rzekł.
- Jasne – uśmiechnęła się. Z windy wyszła szatynka oraz sam szef hotelu. Morena poczuła się nieco dziwnie, nie chciała dostać ochrzanu za to, że rozmawiała z gościem hotelu, a nie pracowała.
- Moreno – usłyszała swoje imię. Nie zdążyła zwiać na bezpieczną odległość. – Z tego, co oboje wiemy, nie masz na umowie napisane, że zatrudniłem cię na animatora dla gości.
- Proszę mi wybaczyć – była lekko zmieszana. – Wracam do pracy. – odeszła w stronę 1401 czując jak serce jej dudniło. John odwrócił się do „czekoladki”, lecz gdy ujrzał Jennifer, nieco go jej wizyta zaskoczyła.
- Zostawiam was samych – powiedział i odszedł w kierunku windy. I zaczęła się sztuczna atmosfera, której Cusack nienawidził.
- Haj! – przywitał się.
- Wiesz, jak się martwiłam? – uniosła głos na przywitanie. – Dzwoniłeś do mnie na skype’a. Wołałeś o pomoc. Obraz się zamazywał, ucinał, podobnie co twój głos. Do licha jasnego, co tu się dzieje? – zapytała na koniec.
- Nic się nie dzieje – postanowił oszczędzić jej słowa o nawiedzonym pokoju. I tak nie zrozumiałaby, w jaki dziwny sposób pojawił się lód na podłodze, na ścianach w 1408.
- Słucham? – spojrzała na niego z gniewem. Nie obchodziło ją, że ktoś mógłby usłyszeć sprzeczkę. Nadal stali na korytarzu przed drzwiami 1407. – Dzwoniłeś do mnie, zawracając mi tyłek. Jechałam przez pół miasta, aby dowiedzieć się na końcu, że nic się nie dzieje? Jeżeli chciałeś w ten sposób poinformować mnie o tym, że jesteś w Nowym Jorku, to wiedz, że głupszego pomysłu jeszcze nie widziałam od twojego! – była wściekła.
- Wybacz … po prostu – czuł się zakłopotany. – Po prostu miałem chwilową awarię laptopa .. Chciałem zapytać czy masz wolne popołudnie i – sam nie wiedział, czy jest sens kłamać jej prosto w oczy. Na pewno nie chciał się z nią spotkać, nie teraz, gdy jego myśli skupiały się na pisaniu. Jennifer przez ostatnie miesiące stała się gorzej nerwowa. Nawet próbowała palić papierosy, ale ostatecznie zrezygnowała z nałogu. Stała się pracoholiczką. Jej pojawienie się w tym miejscu oznaczało tylko jedno-urwanie się z pracy.
- John, rany boskie … - chyba się chwilowo załamała – Sam dobrze wiesz, że nie układało nam się przez ostatnie miesiące małżeństwa. Myślałam, że po rozwodzie problemy znikną, ale ty nie pozwalasz mi zapomnieć o przeszłości. Chcę żyć pełnią życia.
- Nie chcę ci mieszać w głowie. W pewnym sensie pogodziłem się z tym, że nie jesteśmy już razem … Może powinniśmy pogadać w pokoju, co ty na to? – zaproponował. Czuł się nieco zażenowany sytuacją. Wyszedł na dupka.
- Nie mam czasu. Urwałam się na chwilę, aby sprawdzić, czy faktycznie nie wpadłeś w kłopoty .. Nie wiem, na co moje starania? Po co ja w ogóle tu przyjechałam? – zastanawiała się. Nie próbowała utrzymywać z nim kontaktu wzrokowego.
- Skoro już tu jesteś, powiedz, jak żyje ci się? – zapytał.
- Chcesz tak bardzo wiedzieć? Wyszłam za mąż – powiedziała.
- Szybko ci to poszło – nie krył zaskoczenia. Nie miał pojęcia, że Jennifer pospieszyło się do ślubu. Wiedział, że spotykała się z jakimś prawnikiem, ale nigdy by nie pomyślał, że tak szybko ona ułoży sobie życie z innym. Chyba trochę go zabolało.
- A ty? – zapytała. Możliwe, że nie miała ochoty znać szczegółów z życia samotnego pisarza.
- Nie mam nikogo – odparł.
- O rany, John … Wiedziałam – zrobiła zmartwioną minę. Spojrzała na niego dłużej niż kilka sekund. – Nie możesz pogodzić się z tym, że spieprzyło się nasze małżeństwo. Nadal masz nadzieję, ze wrócę do ciebie, ale musisz w końcu pojąć, że MY to już przeszłość. Proszę cię, nie dzwoń do mnie już więcej … Przynajmniej przez najbliższe pół roku. Po prostu ograniczmy nasze relacje do minimum. – radziła na koniec. Cusack był przejęty, ale próbował nie pokazywać swojej byłej, że złamała go tymi słowami.
- Chociaż jestem pewny, że już nic do mnie nie czujesz – odparł. – I dzięki, że pojawiłaś się.
- Nie myśl sobie, że mam resztki uczuć do ciebie. Po prostu przejęłam się tym, że faktycznie ci się coś działo. A o hotelu wiedziałam od Norrisa. Biedak przesyła mi informacje na twój temat, choć już wiele razy go prosiłam, aby przestał. – opowiedziała.
- Dzięki, Jennifer. Trzymaj się – uśmiechnął się do niej. Nie ma to jak dobra mina do złej gry. Cusack nie mógł pokazywać się z tej złej strony. Nie miało to dla niego nawet sensu. Sądził, że pokazał klasę nie przekrzykując jej. Pomimo jej szczerych do bólu słów, tęsknił za nią. I to cholernie.
Wrócił do pokoju 1407, gdy tylko odprowadził ją spojrzeniem do windy. Nie liczył na to, że była żona pojawi się tu po dziwnej rozmowie. I tak stracił ją dwa lata temu.
*
Czarnoskóry kończył rozmowę z jednym z gości hotelowych. Zauważył Johna, który przechodził przez hol. Zapewne szukał czegoś. Samuel zbliżył się do niego niezauważalnie. Chciał z nim porozmawiać.
- John – zawołał go. Facet odwrócił się do L.Jacksona. – Zapraszam do mojego biura – poinformował. Nie lubił prowadzić rozmów, gdy wokół było mnóstwo ludzi. Pisarza traktował ze szczególnością. Samuel czuł potrzebę, by pomóc mu. I nie tylko chodziło o książkę. Gdy obaj znaleźli się w gabinecie, szef hotelu rozsiadł się na swoim eleganckim fotelu. Cusack usiadł na drugim.

- O czym chciałeś ze mną porozmawiać? – zapytał. – Jeżeli chodzi o Jennifer …
- Tak, o nią chodzi. Nie martw się, nie będę ci prawił kazań. Udało ci się zadzwonić do niej z piekielnego pokoju – założył nogę na nogę. Splótł palce u rąk patrząc na pisarza. – Dałeś mi sporo do myślenia swoją upartością i dążeniu do celu.
- Tak … cóż z tego, jak się ośmieszyłem przed własną byłą? – popatrzył poważnie na czarnoskórego. – Dodzwoniłem się wtedy do niej, a pokój był cały w lodzie. Kamerka nie chwytała dobrze obrazu, a mój głos się łamał. Ona zrozumiała tylko tyle, że potrzebuję pomocy. Jest na mnie zła.
- Czy to istotne, że jest na ciebie zła? – zapytał. – Nawet, gdyby uśmiechała się do ciebie non stop to nie zmieniłoby niczego. Ma nowe życie, a ciebie już dawno wykreśliła.
- Masz rację, ale przestań pieprzyć o tym. Wystarczy, że ona powiedziała za dużo – Cusack powoli się denerwował.
- Szczególnie, gdy Jennifer kiedyś nie była taka, prawda? – zapytał parząc na niego dużymi brązowymi oczami. Pisarz miał chęć go nazwać „asfalcikiem”, ale tym po raz kolejny pokazałby, ze jest dupkiem i rasistą.
- Porozmawiamy o 1408, albo spadam na mocną kawę – poinformował stanowczo.
- I powrócił twardo stąpający po ziemi John – zażartował. – Łatwo cię wyprowadzić z równowagi, ale ty jeszcze łatwiej potrafisz z tego wybrnąć. Teraz będziesz mi cały czas ględził o tamtym pokoju – zauważył.
- Oczywiście. Nie mam zamiaru tu siedzieć miesiącami. Miałem na jedną noc się zatrzymać, a jestem tu dłużej niż dobę – poinformował.
- Dałem ci złotą radę … Oszczędzisz na tym czas i kartki papieru – sięgnął po cygaro, aby trochę skosztować.
- Ty nic nie rozumiesz – pokręcił głową. Wstał na chwilę, aby przejść się po pomieszczeniu. Było tu ponuro, a John nie lubił takich miejsc. Przynajmniej nie lubił siedzieć za długo.
- To ty jesteś uparty. Ty zażądałeś klucza do 1408. To ty nie chciałeś słuchać. Może gdybyś nauczył się słuchać innych, nie byłbyś teraz samotny – Samuel był bezwzględny.
- Mów sobie co chcesz. Nie czuję się na samotnego – usłyszał śmiech czarnoskórego.
- Czyżby? – chyba był pewny, co mówił. John miał wrażenie, że Samuel L. Jackson był dobrym psychologiem i wiedział wiele o tych, z którymi miał do czynienia.
- Dobra, cwana bestio, wyładuj się na mnie. A jak skończysz, to powrócimy do tematu o 1408 – usiadł się wygodnie na fotelu patrząc mu w oczy. Samuel pokręcił głową.
- Myślisz, że bawię się w grę słowną? Grubo się mylisz, John – odłożył cygaro na srebrną popielniczkę. – Mam do ciebie szacunek. Widzę w tobie potencjał. Już niejednokrotnie udowadniałeś, że jesteś bardzo dobrym pisarzem. Szkoda, że Norris nie uświadomił cię, że sprawdzasz się mocniej w innych gatunkach, niż groza. Jestem z tobą zupełnie szczery.
- Norris opłaca za mnie noclegi w hotelach – rzekł. – Ponadto, o czym innym mam pisać? Ciekawi mnie ten gatunek, nie żaden inny.
- Norris potrójnie odzyska to, co na ciebie wyda – powiedział – Co ci zaszkodzi napisać kilka rozdziałów czegokolwiek, co nie jest związane z duchami? Mógłbyś to zrobić dla resztki fanów i dla mnie.
- To nie jest możliwe. Nie jestem już tym samym – nie dokończył, gdy w jego zdanie wszedł czarnoskóry.
- Masz rację. Nie jesteś już tym samym człowiekiem. Masz za sobą trudne chwile, które zmusiły cię do takiej zmiany. Po śmierci córki nie potrafiłeś już skupić się na romansidłach. Przestałeś wierzyć w Boga, bo zabrał ci dziecko. Stałeś się zgorzkniały, nie szło ci w małżeństwie. Później był rozwód – powiedział. – John, może nie przeżyłem takiej tragedii, ale wiem co czujesz. Musisz wziąć się w garść, a duchy zostaw w spokoju. Przeszłość również.
- Wiesz o mnie więcej, niż się spodziewałem – zastanawiał się przez chwilę. Samuel spodziewał się, że jego gość wybuchnie gniewem, ale po raz kolejny pokazał, że potrafił się opanować.
- Cóż … odrobiłem lekcje – zażartował. – Wypiłeś już Käüősę Wrę? – Cusack podrapał się po głowie. Zauważył, że nie miał papierosa za lewym uchem.
- Nie bardzo … Nie miałem kiedy. Może wziąłem parę łyków – odpowiedział. – Idę, bo czas mnie goni. Mam kilka pomysłów na napisanie paru fragmentów. – wstał.
*
Morena liczyła godziny do końca pracy. Niecierpliwie sprzątała w jednym z pokoi. Uwielbiała pracować do południa. Za to nie lubiła nocnych zmian, gdzie czuła się niepewnie. Obawiała się Samuela. Tego dnia przyłapał ją na rozmowie z pisarzem, a powinna dawno już sprzątać. Nie chciała dostać nagannej, bo później to mogłoby się skończyć odebraniem jej przysłużonej premii.
Na stoliczku nocnym zauważyła pięciodolarówkę. Blondynka uśmiechnęła się blado. Lubiła dostawać napiwki, ale ostatnio goście stawali się bardziej skąpi i ograniczali się do minimum. Ukryła ją w kieszeni uniformu, aby nie zapomnieć o niej przypadkiem. Zmieniła poszwy i pościeliła łoże. Wychodząc zamknęła pokój i udała się do windy.
O piętnastej mogła spokojnie wrócić do swojego pokoju na parterze, później miała trochę czasu, aby doprowadzić się do porządku, by pójść z pisarzem na kolację. Nie chciała tego traktować jak randkę. Cusack według niej wydawał się niedostępny. Ponadto nie marzyła o nim – przynajmniej na razie.
Szef hotelu spacerował po holu. Często to robił, wtedy czuł, że ma lepszą kontrolę nad tym, co się działo w jego miejscu. Obserwował swoich pracowników, jak i gości. Gdzieniegdzie spacerowali ochroniarze, to szoferzy, którzy byli wezwani przez korzystających z Hotelu Delphi. Czarnoskóry zauważył Morenę, która szła pchając kosz brudów.
Samuel podszedł do niej i razem z nią wszedł do pralni. Zauważył, że dziewczyna była nieco przestraszona.
- Wiem, że nie chciałaś wymigać się od pracy i wiem, jaki męczący jest ten pisarz. Wiem, że wypytuje cię o szczegóły 1408 – powiedział.
- Cieszę się, że pan nie jest na mnie zły – odetchnęła z ulgą.
- Za nie dłuższą chwilę kończysz zmianę – przypomniał jej. Poklepał ją po ramieniu i wyszedł z pralni, aby jej nie przeszkadzać. Samuel nie należał do stereotypowych szefów, nie lubił nadużywać swojej władzy, ani stresować pracowników. Cenił ich wysiłki, aby hotel funkcjonował w jak najlepszym świetle. Przechodząc przez hol zauważył Johna, który szedł do restauracji, aby zjeść obiad. Facet postanowił mu nie przeszkadzać, a pozwolić, aby pisarz na spokojnie przemyślał pewne sprawy.
Blondynka wrzuciła brudne ręczniki i pościele do ogromnego bębna pralki. Nastawiła maszynę i włączyła przycisk, aby wreszcie rozpocząć pranie. Poczuła męską dłoń na swoim ramieniu. Odwróciła się momentalnie widząc przed sobą Rona.
- Dawno się nie widzieliśmy – odparł pięćdziesięcioletni mężczyzna.
- Tak, spodziewałam się, że udałeś się na dłuższy urlop – rzekła. Podrapał się po siwej czuprynie uśmiechając się.
- Coś ty. Spędziłem czas z żoną nad pięknym jeziorem. Chciałem jej wynagrodzić chociaż w ten sposób. A dziś jestem już w pracy. Skoro Frank stoi na recepcji, ja mam za zadanie usługiwać gościom, pomagać wam, czy też sortować czyste ręczniki na półki – opowiedział. Stachury pracował tu już wiele lat. Znał każde hotelowe zakamarki, wiedział kiedy Samuel był w dobrym, a kiedy w złym humorze. Wiedział dosłownie wszystko. Pomimo swej mądrości i ogromnej wiedzy był prostym i skromnym człowiekiem.
- Brakowało nam tu ciebie – przyznała. – A wiesz, że jest tu John Cusack, ten pisarz od książki „Miłość z przedszkola” oraz „Umarły za życia”? – zapytała.
- Jasne, że kojarzę go. Dziwny typ. Przerzucił się z niewiadomych przyczyn na grozę – skomentował go.
- I uparł się na pokój 1408 – dodała.
- O cholerka – pokręcił głową. – Samobójca.
- Tak, ale na razie śpi w 1407 – odrzekła. – Muszę iść już. Za chwilę mam wolne popołudnie.
- Szczęściara – posłał jej uśmiech i odprowadził ją do wyjścia. 








👻 Credits: foto pobrane z google.com search: j. cusack
👻 Chapter 06 napisany całkowicie z mojej wyobraźni


A tu, gdy Samuelowi puszczają nerwy - dotyczące klucza do 1408. Gif wykonałam sama, zaś owa animacja znajduje się na Youtube. Można wpisać " '1408' Review " lub linknąć: youtube.com/watch?v=qRxDq2Bdhag. Mam nadzieję, że dobry link podałam, a jak nie, to wpiszcie to, co wyżej podałam ... 


Hejo! Co tam u Was? Jak po świętach? Szczerze mówiąc nie chce sie o nich wypowiadać ... Lubię te "dzisiejsze" gify jakie wstawiłam. Hehe, ten ostatni / powyżej jest meeega :)) Pobrałam go z neta. Ach, i zapomniałabym się pochwalić: kupiłam -za uwaga- 5 złotych film "Polowanie na Łowcę". Jaka taniocha, jak stoją po 20-30 zł.