16 stycznia 2018

Chapter 31


 Uwiązana do kaloryfera siedziała spokojnie. John zadbał, by nie zacisnął kabla za mocno. Jego celem było unieruchomienie dziewczyny dla jej dobra, nie zadając przy tym dodatkowych cierpień. Jej ręce były skrępowane dość solidnie. Morena mogła jedynie siedzieć oparta o grzejnik i przyglądać się pisarzowi. Zdawało się, że nie okazywała zdenerwowania, ani żalu. Przez dłuższą chwilę milczała dumając nad czymś.
John przyglądał się dziewczynie, jednak postanowił nie męczyć ją pytaniami, a przeszedł do przeszukiwania pokoju raz jeszcze. Kopnął fragment stłuczonej butelki, po czym przeklął zatrzymując się niedaleko drzwi. Przez chwilę stał niemal nie poruszając się, zastanawiająco przyglądał się miejscu, w którym tkwił.
- To nie ma sensu – powiedział do siebie i odwrócił w kierunku blondynki. Dziewczyna wyglądała, jakby miała za chwilę usnąć. Była przemęczona, nie próbowała nawiązywać kontaktu. Wszystko było jej jedno. Pisarz zbliżył się do niej, przysiadł tuż obok. Odczuwał ból nóg, który stawał się uciążliwszy. Otarł krew, która i tak już przestała spływać z nosa. Popatrzył na Morenę, pogładził jej delikatną skórę na policzku tym samym zwracając jej uwagę na siebie. Jej niebieskie oczy chwilowo wpatrzyły się w niego. Wiedział, że nie czuł do niej gniewu, ale nie chciał odpuszczać tematu.
- Tu straszy – odezwała się zmęczonym głosem. Chwilowo spojrzała na pękniętą ścianę. John również. Pisarz spodziewał się, że ma halucynacje. Nie pamiętał, by wcześniej na ścianie miały pojawić się pęknięcia.
- Radzę ci, żebyś mówiła prawdę – doradził – Chciałaś mnie okłamać … i nie mam pewności, czy teraz będziesz mówiła prawdę – dopowiedział, na co Morena spojrzała na niego niemal ze złością.
- To wszystko przez ten pieprzony pokój – wycedziła – Nie potrafię być sobą … Gdybyś mógł mnie na chwilę stąd wyciągnąć …
- Przestań czarować – zwrócił jej uwagę – Współpracuj – jego dłoń spoczęła na jej ramieniu – Najgorsza, ale prawda – próbował nie podnosić głosu.
- Naprawdę wierzę, że tu straszy … weszłam tu z tobą, bo nie chciałam cię stracić. Wolę umrzeć z tobą. Lepsza śmierć, niż męczenie się w samotności – wyznała.
- Powiedz mi, co wiesz o pokoju – udawał, że nie zwrócił uwagi na jej słowa.
- Tyle co nic – prychnęła, jakby usłyszała żart – Sądziłeś, że coś ukrywam? Wiem tyle, co ty … czyli nic. Nigdy stąd nie wyjdziemy … a wiesz, czemu? Bo tu naprawdę straszy. Patrzysz na drzwi, szarpiesz za klamkę, a tak naprawdę uderzasz o ścianę, bo 1408 powoduje złudzenie, które cię odpycha od wyjścia.
John na chwilę wpatrzył się w dziewczynę dokładnie analizując jej słowa. Zastanawiał się, czy mogły nieść prawdę. Gdyby faktycznie straszyło, mógłby coś ciekawszego opisać w swojej książce o nawiedzonych miejscach. Był pewny, że gdy stąd wyjdzie, napisze najbardziej intrygującą końcówkę opowieści o pokoju. Jego spojrzenie ponownie przeniosło się na popękaną ścianę, z której zaczęła się wydobywać gęsta czerwona substancja.
- Widzisz, to co ja? - zapytał blondynkę.
- Tak – odpowiedziała – Gdyby było inaczej, pokierowałabym cię do prawdziwego wyjścia z 1408. A to, co spływa ze ściany wygląda jak krew … i na pewno nie jest prawdziwe … nie może takie być, bo nie ma jak – była poważna, jak i przestraszona.
- Powiedz mi prawdę – ponownie na nią spojrzał – Bo zacznę podejrzewać, że ukartowałaś to wszystko, aby mnie tu przetrzymać – miał wrażenie, że Morena coś ukrywała.
- I kto tu jest przetrzymywany – odrzekła patrząc na niego, jak na wariata.
- Zrobiłem to, abyś nie zrobiła sobie krzywdy. Masz częstsze przewidzenia, niż ja – odpowiedział jej tłumacząc się z tego, że ją uwiązał.
- Nie mam o to żalu – rzekła – Cieszy mnie, że się o mnie martwisz – dodała – I niczego nie ukartowałam.
- To powiedz, co zdarzyło się w opuszczonym budynku – nalegał. Blondynka na chwilę zwiesiła głowę, ale nie kazała pisarzowi czekać na odpowiedź. Ponownie spojrzała w jego twarz, John musiał zachować cierpliwość, gdyż tak bardzo chciał znać prawdę. Miał chęć wyżyć się na dwudziestosześciolatce, ale wiedział, że to nie poskutkowałoby w pewnych sprawach. Dziewczyna mogła umrzeć z przemęczenia, a to jej cały czas groziło.
- Powiem – zgodziła się z nim, John odczuł ulgę – Ale … pod warunkiem, że wyrzucisz z siebie wszystko, co cię dręczy – jego mina mówiła sama za siebie. Blondynka go zdenerwowała tym układem. John od lat nie uczestniczył na mszach świętych, a tym bardziej omijał spowiadanie się. Również wśród znajomych nie okazywał swoich prawdziwych uczuć. Wolał być uważany za twardego faceta, dla którego ważna jest praca pisarska. Niegdyś z Jennifer również nie poruszał pewnych sytuacji, a po śmierci córki zamknął się w sobie i starannie tłumił w środku żal, złość, niepewność i smutek.
- W co pogrywasz? - zapytał – Mam się spowiadać pokojówce ze swoich prywatnych spraw? - poddenerwował się, na co dziewczyna musiała zauważyć. Posłała delikatny uśmiech, choć i tak nie przypominało to szczerego uśmiechu. Morena była wyczerpana, ale nadal dzielnie walczyła z sennością i strachem.
- To uczciwa praca … Wolę być pokojówką, niż prostytutką – burknęła, jakby wcześniejszy uśmiech był niekontrolowanym odczuciem – Chyba moja praca nie przeszkadza ci w całkiem korzystnym układzie, prawda? - zapytała na koniec. John miał wrażenie, że Morena próbowała nim manipulować, ale rozmyślił się zanim jego ręka niespodziewanie sprawiłaby ból kobiecie.
- Masz w tym interes – zgadywał.
- Taki sam jak ty, by wyjść stąd zanim Samuel się obudzi i zauważy, że nie wstawiłam się do pracy – odpowiedziała – Radzę ci, żebyś się zgodził na ten układ.
- Coraz bardziej mnie przerażasz – mruknął – Dobra, przystanę na twój pomysł, ale ty jako pierwsza musisz mi powiedzieć, co się wydarzyło w ruinach – nalegał.
- Mam nadzieję, że mnie nie oszukasz … chociaż … wszystkiego mogę się po tobie spodziewać – powiedziała. Zanim John cokolwiek odpowiedział, szafka przewróciła się, a huk spowodował, że oboje spojrzeli na pękniętą ścianę, której tynk odpadał z każda minutą. Poza przewróconym meblem nic się nie wydarzyło, lecz ściana wydalała z siebie coraz więcej szkarłatnej cieczy.
- Gadaj – powrócił do tematu.
- Harper .. - nie zdążyła dobrze zacząć zdania, gdyż przerwało głośne pukanie do drzwi. John momentalnie wstał, jakby za chwilę miała być jedyna szansa, aby wyrwać się z piekła. Podbiegł do drzwi, chciał zajrzeć przez wizjer, ale od zewnątrz musiał być czymś umazany. Widział jedynie posturę jakiegoś faceta.
- Słyszysz mnie? - wykrzyczał w drzwi mając nadzieję, że jakiś gość hotelowy zaniepokoił się odgłosami i postanowił zajrzeć. A może to był Samuel? John mógł się spodziewać każdego.
- I to dobrze – odpowiedział mu dziwnie znajomy głos – Dobrze się bawisz? - zapytał.
- Kpisz sobie? - John uderzył pięścią w drzwi. Wiedział z kim rozmawiał, ale nie miał pojęcia, jak do tego doszło, że ledwo żywy Harper jakimś cudem o własnych siłach opuścił szpitalne mury. A może to kolejne złudzenie? John już nie bardzo wiedział, co było prawdą, a co snem.
- Nie … tylko upewniam się, czy dobrze ci tam, sukinsynu – odpowiedział mu śmiejąc się w głos.
- Czego chcesz? - wykrzyczał waląc w drzwi. Nie usłyszał odpowiedzi; światła nagle zgasły jak w tanim horrorze, a ciemność całkowicie opanowała pomieszczenie. Wszystko ucichło.
Pisarz próbował dojść do uwiązanej kobiety, ale co chwilę potykał się o leżące rzeczy. Martwił się, że pokojówka umrze w dość niewyjaśniony sposób. Zdążył wyobrazić duchy, które rzekomo straszyły w 1408. John nie chciał w nie wierzyć, ale w tej chwili mógł się spodziewać wszystkiego. A jeśli faktycznie istniały straszydła? Jeżeli tak, to dlaczego nie ukazywały się. Poza zmarłą Katie nie spotkał innego ducha. Może ten pokój był miejscem samego diabła, który bawił się duszami i ich uczuciami. John nie chciał, aby jego wyobrażenia stały się rzeczywistością. Po raz kolejny chwycił dyktafon i zaczął w mroku notować swoje przemyślenia. Może tak po prostu wyłączyli prąd, a większość gości tego nie przyuważy, bo jest późna godzina. Może Samuel o wszystkim wie i zaplanował świetne zakończenie. Jednak John nie bardzo wierzył w to, że L. Jackson chciałby się w to bawić. Był za poważny na takie rzeczy.
Pokój 1408 składał się z wielu pułapek, które uniemożliwiały swobodne poruszanie się. Całkowity mrok powodował, że pomieszczenie przypominało czarną otchłań. Jego ciemnobrązowe oczy nie mogły niczego dostrzec w tych warunkach. Nagle jego stopy zawadziły o leżący przedmiot przypominający kawałek zdemolowanego stolika. Nie miał szans, aby złapać równowagę, a z hukiem opadł na podłogę odczuwając ból kolan jak i łokci. Z pewnością musiał wyglądać komicznie, nie pamiętał kiedy ostatnio wyłożył się na ziemię jak małe dziecko. Leżąc na chłodnej podłodze przeczołgał się przed siebie pokonując niecałe dwa metry. Nadal nie słyszał Moreny, niczego nie widział. Cisza, która kuła w uszy zdawała się być dręcząca. Zaczął wołać swoją kochankę, ale ona nie odpowiadała na jego słowa.
*
Po nieprzyjemnej ciszy, nastąpiła jasność. Naturalne światło otulało jego twarz. Zanim otworzył oczy, poczuł chłodny powiew wiatru. Pierwsza myśl, jaka mu przyszła do głowy: uwolniłem się z 1408. Słyszał odgłosy miasta, czuł, że jest gdzieś nad i mógł wszystko oglądać bez poczucia jakiegokolwiek bólu. Czuł, że wszystko co złe, go opuściło.
Niepewnie otworzył oczy, obawiał się, że poczucie spokoju opuści go w jednym momencie.
Poczuł ciepły piasek pod rękami, a wtedy postanowił wstać i rozejrzeć się dookoła. Był na plaży, na tej samej, która znajduje się w Los Angeles. Pomimo pięknej pogody, nie mógł ujrzeć nikogo. Plaża była pusta, jakby turyści zaplanowali wspólny strajk i wyjechali w całkiem inne miejsce. A miał wrażenie, że był w Nowym Jorku.
Przemierzył kilka metrów bacznie obserwując wszystko dookoła. Dziwaczny spokój zamieniał się powoli w nieprzyjemne kłucie. Było zbyt cicho, zbyt spokojnie, zbyt podejrzliwie. Postanowił wrócić do swojego mieszkania, bo przecież miał niedaleko. Miał nadzieję, ze tam ujrzy Morenę, a wszystko powróci do normalności.
Przy samym końcu plaży ujrzał znajomą kobietę, która spacerowała z psem rasy york. Szatynka odziana jedynie w dwuczęściowy strój kąpielowy okazywała swoją szczupłą sylwetkę. Tą kobietą nie była Morena, ani była żona. John ujrzał Jennifer Love Hewitt, która pracowała w swoim antykwariacie, a również żyła z modelingu. Przez chwilę popatrzał na nią tak jak za pierwszym razem, gdy ją ujrzał. Jeszcze wiele miesięcy temu wzdychał do niej, a teraz … czyżby chwilowe zauroczenie powróciło? Zanim poniosła go euforia przypomniał sobie, że Hewitt miała męża i dziecko. Jednak postanowił do niej zagadać, dowiedzieć się czemu na plaży nie ma nikogo. Czuł, że musiała coś wiedzieć.
Ciemnowłosa zbliżała się w jego kierunku, trzymając smycz niemal była popędzana przez psa, który zdawało się, że biegł w stronę pisarza. John nie potrafił jej zignorować, a nawet nie chciał. Oboje zatrzymali się metr przed sobą patrząc w oczy w chwilowym milczeniu.
- Co tutaj robisz? - zapytał.
- To mało ważne – rzekła spokojnym, subtelnym głosem. Miała spojrzenie anioła, to spojrzenie, które przyciągało ją do siebie. Cusack jednak próbował być opanowany. Nie mógł na nowo się w niej zakochać, o ile miłość istniała.
- Wiesz może co tu się dzieje? - zapytał. Jennifer się zaśmiała, ale po chwili jej mina spoważniała.
- Oczywiście. To wszystko to zwykły sen. Jesteś nadal w 1408. Leżysz obok tamtej pokojówki – odpowiedziała, na co John lekko się zdziwił. Gdyby Jennfer kłamała, nie powiedziałaby o Morenie, ani 1408. Musiała coś wiedzieć. I dlaczego nie obudził się, skoro to wszystko było zwyczajnym snem.
- Co się do licha, dzieje? - John momentalnie stracił cierpliwość. Jednak to próbował być opanowany.
- Jesteś egoistą, myślisz tylko o sobie, ale … to nic nie ma do rzeczy. Oboje wiemy, że byłoby nam dobrze … prawda? Przyznaj, że tamta kobieta była dla ciebie zwykłą rzeczą. Nie jesteś typem romantyka i nawet nie liczysz się ze zdaniem innych osób … John, wiem, że nadal coś do mnie czujesz. Jestem jedyną kobietą, która tak naprawdę istnieje w twoim świecie. Twoja żona była samolubna, a Morena za młoda, aby mogła być twoją towarzyszką .. Chyba nie pozwolisz jej rozporządzać się twoim życiem, prawda? Porównaj ją do mnie … jej brakuje wiele … I jak masz w taki sposób wyjść z pułapki? Demony cię prześladują, bo zwyczajnie nie chcesz przestać myśleć o pewnych sprawach. Przeszłość rujnuje twoje życie – powiedziała odsuwając się od niego.
- Co ty pieprzysz? - zapytał z uniesionym głosem. Hewitt zachowywała się nienaturalnie. John pamiętał ją jako wiecznie uśmiechniętą, uroczą i przyjaźnie nastawioną do ludzi. Gdyby kogoś nie lubiła, nie okazywałaby tego. Poczuł się nieswojo.
- Wiem, że nadal o mnie myślisz – uśmiechnęła się promiennie. Wzięła psa na ręce nie spuszczając go z oczu – Wiem, że chcesz mnie.
- Przestań – przerwał jej, gdy postanowiła ponownie się odezwać – Nie możemy być razem. Masz męża, dziecko …
- Nie wygłupiaj się – zaśmiała się tak samo, jak kiedyś, gdy oboje byli w restauracji i popijali wino – John, gdy tylko się zgodzisz, odzyskasz Katie. Będziemy szczęśliwi razem z nią.
- Jennifer, co ty wygadujesz? Katie nie żyje … nie znasz jej … nie wiesz ile dla mnie znaczyła – odsunął się obserwując ją. Nie potrafił nią potrząsnąć, odczuwał niewidzialny mur, który dzielił go od niej. Gdyby to była Morena, momentalnie pochwyciłby ją swoją siłą i pokazał jak jest zły, gdy ktokolwiek porusza temat o zmarłej córce. Jennifer się nie poddawała.
- Katie ma się dobrze, rozmawiałam z nią dzisiaj. Wiesz, co powiedziała? Że tatuś ją nie kocha … Wiem, że chciałbyś ją zapewnić, ze jest inaczej. Pomogę ci … będziesz już tylko szczęśliwy – zapewniała.
- Skoro to jest sen … to ty nie jesteś prawdziwa … Prawdziwa Jennifer nie wygadywałaby takich głupstw! - krzyknął. Hewitt zdawała się być niewzruszona. Patrzyła na niego ze spokojem.
- Nie musisz się budzić z tego snu. Wystarczy, że ze mną pójdziesz. Skończą się twoje cierpienia – machnęła ręką, aby pisarz podszedł. John jednak się nie ruszył.
- Ale ja chcę się wybudzić – oznajmił.

- Przestań, John! Tam już nic dobrego na ciebie nie czeka. Pójdź ze mną …  





__________________

Hejka. Wiem, długo nic tu nie dodawałam. Obawiałam się, ze w styczniu raczej nie uda mi się opublikować postu. Ale mamy 31 rozdział! W końcu! 
Cóż .... prawdopodobnie w kolejnym rozdziale wyjaśni się co nieco, chyba, że znowu wpadnę na inny pomysł. Raczej w tym miesiącu nie uda mi się opublikować już nowości. Jeszcze muszę napisać rozdział na Blood and Money xD yghhhh....to wszystko ... 
Aaaa....ostatnio oglądałam "Łatwa Zdobycz" - kupiłam na DVD. Cusack miał naście lat xD bardzo fajny film. Było kilka śmiesznych momentów. Oglądałam też "Ława przysięgłych" - w końcu! Całkiem solidny film. Również " Tylko dla dorosłych" - ciekawa komedia. Podobała mi się bardzo rola Johna, jako pisarza xD Taki cięty charakterek xD bardzo trudny. 
screen "Better of dead"
Kurczę, nie wiem gdzie kupić ten film na dvd ... a szukałam ... 

Co do filmu "Łatwa zdobycz" - poniżej fotosy .... a film powstał w 1985 roku. John miał 19 lat :)


 Ciekawa sprawa z puszką xD musze spróbować takiego manewru :))) wystarczy puszka coli lub piwa i trzeba zrobić dziurę w puszce (pijąc z niej jednocześnie otworzyć tą puszkę normalnie) - nie umiem tłumaczyć xDDD a miałam kupić colę, ale zapomniałam ... nadrobię to i pokaże wam, albo opowiem hehe/



To na tyle.... 
Byeeee :P