20 czerwca 2017

Chapter 12

Listopad kończył się z coraz gorszym ochłodzeniem. Pogoda przypominała marsz pogrzebowy. Morena popatrzyła na widoki z okna. Nienawidziła zimnego wiatru, tym bardziej deszczu. Wyszła z pokoju hotelowego na trzecim piętrze udając się do kolejnego. Minęły dwa miesiące od momentu, w którym widziała się z pisarzem. Ukrywała w sobie tęsknotę, ale próbowała być silna. Musiała skupić się na pracy. Zanim weszła do kolejnego pokoju, przed sobą ujrzała Samuela, który wychodził z windy. Spodziewała się, że odprowadzał kolejnego ważnego gościa, ale czarnoskóry był sam. Szedł w jej kierunku, na co blondynka poczuła dreszcze. Zwykle Samuel nie zaczepiał jej w czasie pracy, bo nie miał po co.
- Morena, musimy pogadać – poinformował ją. Patrzył na nią poważnie, co zastanawiało pokojówkę.
- Coś nie tak? - zapytała niepewnie.
- Może pójdziemy do biura, nie odliczę ci z pensji, o to się nie martw. Chcę po prostu coś wiedzieć – powiedział. Oboje podążyli w stronę wind. Morena nie kryła skrępowania. Nie pamiętała kiedy ostatnio Samuel L. Jackson zapraszał ją do swojego gabinetu. Przypomniały jej się słowa Cusacka, który śmiał się, że będzie popijała z czarnoskórym whisky. Nie chciała doczekać tej chwili.
Winda zjechała na parter, wtedy metalowe drzwi się wysunęły, Samuel kazał jej pierwszej wyjść. Droga do samego biura minęła w milczeniu. To dodawało większej krępacji Morenie. Zwykle potrafiła być wygadana, lecz obok niej nie stał pracownik, a pracodawca.
Za dużymi podwójnymi drewnianymi drzwiami znajdował się gabinet należący do L. Jacksona. Pasował do opisu z książki Johna. Pomieszczenie było ponure; dominował kolor brązu, beżu. Od lat nie zmieniało się wyposażenie oraz umiejscowienie. Gdy Morena zajrzała tu pięć lat temu, było równie tak samo.
Poczuła zapach cygara, które musiało być niedawno spalone przez szefa Hotelu. W powietrzu unosił się znikomy dym tytoniu. Samuel kazał kobiecie usiąść na skórzanym fotelu, gdzie niegdyś siedział Cusack. Poczuła wygodę, lecz wiedziała, że nie miała na co się przyzwyczajać, bo nic nie świadczyło, by „asfalcik” miał ją tu zapraszać na prywatne popijawki.
Samuel zauważył jej obserwacje owego pomieszczenia. Miałaby tu wiele do wysprzątania. Zasiadł na swoim starym eleganckim fotelu patrząc na Morenę poważnym wzrokiem.
- Ktoś wie o tobie i o pisarzu – zaczął, na co zrobiła się czerwona. Gdyby mogła, ukryłaby się pod biurkiem. Jednak musiała dzielnie znieść rumieńce, które paliły ją, jak ogień.
- To znaczy? - zapytała.
- Powiem wprost: parę dni temu otrzymałem list z Los Angeles. Ktoś widział cię i Johna w Hotelu Playa. Z tego, co wiem, to byłaś w Book NY, gdzie Cusack miał spotkanie z czytelnikami. Wtedy pojechałaś z nim później do Hotelu i wróciłaś na drugi dzień – wyjaśnił. Hotel Playa był konkurencją, może nie zagorzałą, ale jak na razie posiadał więcej gwiazdek od Delphi i był nowoczesny.
- Nie wiem, co mam odpowiedzieć – przyznała. Spodziewała się, że nikt się nie dowie, bo minęły już dwa miesiące. Nie mogła powiedzieć, że szukała tam pracy, tym rozwścieczyłaby Samuela. Przeczuwała, że kłamstwo nie grało tu roli, wolała zwiesić głowę i czekać na lincz. - Ktoś chce mnie oczernić … albo Johna … Kto mógłby za tym stać? - zadawała pytania. Czuła się na skompromitowaną. Jednak nie mogła już nic zrobić. Jej ręce drżały, choć w pomieszczeniu nie było zimno. Morena wyglądała na zakłopotaną i Samuel o tym dobrze wiedział.
- Jesteś dorosła, wiesz co robisz … To twoja sprawa, z kim idziesz do łóżka, ale John to nie zwykły facet z ulicy. Być może padł ofiarą jakiegoś prześladowcy, bo gdyby to był paparazzi to już dawno gazety huczałyby o tym – powiedział. - To nie pierwszy list, jaki otrzymałem od tego anonima. Sądzę, że to ten sam osobnik, bo pismo jest identyczne, oraz nadanie.
- Ja nie wiem nic o tym … sama jestem w szoku, kto mógłby takie rzeczy wypisywać – mówiła. Samuel nalał do literatki alkoholu z karafki. Spojrzał na roztrzęsioną Morenę. Wyglądała jak nastolatka przyłapana na seksie z zakazanym jej facetem. Upił łyk drogiej szkockiej nie mając zamiaru częstować pracownicy.
- John miał przyjść do mnie i spojrzeć na list, ale najwidoczniej pomylił się i wziął ciebie – zaczął. Nie wyglądał na żartownisia, a jego powaga w głosie niemal straszyła blondynkę. - Chcę cię przestrzec, nie pomyśl, że jestem jak zły tatuś, który chce ochronić swoje dziecko. Gdybyś była moją córką, zakazałbym ci spotykać się z nim. Jednak nie jesteś, więc nie mam takiego prawa, ale za to możemy trochę pogadać – jego głos był nadal poważny. Morena już wiedziała, dlaczego Samuel irytował Johna. Jego psychologiczna gadka równie się wwiercała w głowę, co gwóźdź w stopę. - John nie jest odpowiednim facetem dla ciebie. Może to, co wydarzyło się w Playa dało ci wiele do myślenia. Nie musisz mi nic opowiadać, bo domyśliłem się po tym liście, co właściwie się wydarzyło między tobą, a Cusackiem. Skojarzyłem fakty.
- Ja nie jestem … to znaczy … przyznam, że bardzo mi zaimponował – nie wiedziała co powiedzieć. Czuła, że się gorzej pogrąża.
- Wiem. Jest pisarzem, inteligentnym facetem mającym to coś w sobie, ale nie wiesz o nim tyle, by chcieć wejść w jego życie. Czy ty naprawdę wyobrażasz siebie, jako jego żonę? Wątpię. Jesteś zaślepiona tym, że miałaś przed sobą sławnego człowieka. On wykorzystał to i cię zostawił. Nie mówię, że Cusack jest złą osobą, ale ma już taką osobowość. Musisz się pogodzić z pewnymi faktami. John ma ogromny bagaż życiowy. Nie wiesz ile musiał przejść, i jak wiele wycierpiał. Nie podołałabyś trwać przy nim. Jesteś od niego nie tyle co młodsza, ale i też twoje doświadczenie życiowe jest minimalne.
- Ma pan rację … jestem naiwna … i … pokazałam się z gorszej strony – miała łzy w oczach. Miała tą świadomość, że nie wiedziała za wiele o pisarzu. Jedynie pewne informacje ze stron gazet, czy internetu. Samuel wiedział o nim wiele, dał po sobie to poznać.
- Nie mów tak o sobie. Jesteś jeszcze młoda. Chcesz mieć faceta dla siebie. Źle trafiłaś. To nie twoja wina, że to tak się potoczyło. Zbyt wiele was dzieli, różni, abyś mogła związać się z nim na poważnie. Chcę ci uświadomić, że jesteś zbyt wrażliwa dla niego. On jest nieco depresyjny, wiecznie gdzieś się spieszy, ma swoje zasady – tłumaczył. - A nawet, gdyby ci się udało z nim związać, to mógłbym się założyć, że po kliku miesiącach wróciłabyś z płaczem. - Samuel był bezwzględny, ale chciał otworzyć jej oczy.
- Wiem o jego przykrościach z przeszłości – zaczęła. - Wiem, że stracił córkę, która chorowała na raka.
- Wiesz to z gazet – rzekł. - Ale nie wiesz, co on przeżywa. Przeszłość może zrujnować przyszłość. Nie kieruj się informacjami z gazet … bo mocno się rozczarujesz. John może wygląda na miłego, przyjemnego faceta, ale może okazać się całkiem inny. Nie wiesz, co w nim siedzi. Nie pogodził się ze śmiercią córki, więc nadal cierpi. - zauważył, że zamyśliła się. - Moreno, ktoś chce zaszkodzić Cusackowi i musisz wiedzieć, że to także się odbije na tobie. Ktoś, kto najprawdopodobniej podąża za Johnem, chce mu uprzykrzyć życie. To już drugi list, jaki otrzymałem na temat Johna. Pilnuj się i przede wszystkim powiadamiaj mnie, gdy zobaczysz coś podejrzanego.
- Nie można iść z tym na policję? - zapytała. Samuel się zaśmiał.
- Te listy nie są wystarczające. Gdyby ktoś groził śmiercią, to wtedy mógłbym, ale … to John powinien się tym zająć, nie ja. Jestem pewny, że pisarz i tak zgłosi zażalenia na temat psychola, który śledzi jego każdy krok. Nie pojawił się po pierwszy list, więc wątpię, że jest zaciekawiony sprawą. Sądzę, że gdy psychol zrobi kolejny krok, można wtedy myśleć nad zidentyfikowaniem potencjalnego psychola – wyjaśnił.
- Ten psychol wie już o mnie … martwi mnie to … nie chciałam rozgłosu. Wszystko działo się tak szybko – powiedziała.
- Poszczęściło mu się, gdy obserwował pisarza, więc byłoby dobrze, gdybyś zgłaszała każde niepokojące sytuacje. Możesz już wracać do pracy. A, pamiętaj o tym, co ci powiedziałem o nim – Morena zgodziła się z szefem i oddaliła od gabinetu czując nie tylko strach przed nieznanym nadawcą listów, ale i smutek, bo pisarz był uznawany za rozkapryszoną gwiazdkę. Nadal towarzyszyło jej uczucie, jakby stała obnażona przed własnym szefem.
🐬
Los Angeles.
Pomimo jesieni, w L.A. było pięknie. Słońce już tak nie ogrzewało plaży, a wiatr powiewał chłodem, jednak to pogoda dopisywała. W kawiarni nie było zbyt wielu ludzi, panowała spokojna atmosfera. John zaszył się w kącie popijając kawę. Co jakąś chwilę pisał na klawiaturze kolejne fragmenty nowej opowieści o Pokoju 1408. Głównie używał wyobraźni, aby opowiadanie zyskało w sobie wiele ciekawych wątków. Nie krył, że potrzebował kolejnego wejścia do piekielnego pokoju, gdyż brakowało mu pewnych informacji. Spojrzał na dolną część ekranu laptopa, bateria już działała na 40%. Nie chciał stąd wychodzić za szybko, czuł, że dopadła go wena. Nie mógł tego zmarnować. Na wirtualnych kartkach powieść liczyła już ponad trzysta stron. Zatrzymał się na fragmencie, w którym całował Jennifer zachęcając ją do współżycia. Tą Jennifer była Morena. Ponownie zmienił jej imię na inne. Nie chciał, by ktokolwiek pomyślał, że ta pokojówka istniała naprawdę. Być może obawiał się, że ktoś zacznie ją dręczyć. Dlaczego nazwał ją Jennifer? Dlaczego nosiła imię jego byłej żony? Czy ponownie za nią zatęsknił? Nie. Już nie. Czas leczył rany, może nie całkowicie, ale jednak. Morena miała w sobie wiele cech, których brakowało u Jennifer. Gdyby jego była żona miała coś z Moreny, być może do dzisiejszego dnia siedziałaby u jego boku. Nie musiałby spać w „pracowni”. Nie musiałby znosić na oknach wysuszone kwiaty. Morenie również brakowało coś z Jennifer. John już sam nie wiedział, która byłaby lepsza. Z byłą żoną spędził kilka ładnych lat, nigdy ją nie zdradzał. Tuż po zbliżeniu z Moreną również nie mógłby pójść z inną. To nie byłoby już to samo. „Wrócę tam, by porwać ją w swoje ramiona. Zatęskniony za jej spokojem, niepewnością; za jej słodkimi ustami, drobnym ciałem. Jej oczy tak pięknie błyszczały odcieniem błękitu. Nie chciała, bym odszedł, ale uczyniłem to (...) A wtedy drzwi się otworzą, ujrzę te cyferki, które demonicznie zmieniały kształty. 1408 ponownie będzie musiało znieść mój widok, moją obecność. Co na to powie, gdy zabiorę kogoś ze sobą?” - dopisał.
- John? - usłyszał męski głos. Nie za wysoki facet przeszkodził mu w pisaniu opowieści, który dosiadł się bez pytania. John spojrzał na niego zamykając laptopa.
- Pudens – poznał w nim adwokata. Ten, który pomógł mu z meldunkiem do 1408 w Delphi. - Co cię tu sprowadza – zapytał.
- Przyjechałem w odwiedziny do brata – zdradził. - Nie sądziłem, że spotkam cię w tym miejscu. Odpoczywasz? - zapytał.
- Tak jakby … ale pracuję nad książką – rzekł. John nie miał ochoty z nim gawędzić.
- Norris nic nie wspominał – rzekł. - Słyszałem o twoim sukcesie po opublikowaniu przewodnika.
- Jestem świeżo po spotkaniach z czytelnikami. Już dawno nie czułem sukcesu w kieszeni, ale nie będziemy rozmawiać o moich sukcesach. Jestem pewny, że Norris ci powiedział o jakimś psycholu, który wysyła listy do Delphi na mój temat – powiedział. Po ostatniej rozmowie telefonicznej z Samuelem L. Jacksonem dowiedział się, że Morena również padła ofiarą. Może i przypadkowo, ale ktoś z Los Angeles musiał przylecieć do Nowego Jorku za nim, aby poobserwować i później zadręczać listami.
- Jasne – odrzekł. - Mówił o listach, ale nie mam do nich wglądu, więc ci nie pomogę na sucho. Musze dokładnie wiedzieć, co ten psychol tam napisał i czego właściwie od ciebie chce. Jednak za szybko by straszyć anonima sądem, bo nawet nie znamy jego danych osobowych. Jak na razie musimy czekać. Wiem, że chciałbyś wszystko załatwić od razu i bez rozgłosu, ale przygotuj się na to, że ktoś będzie próbował ci zaszkodzić.
- Nie mam zamiaru przejmować się jakimś psycho fanem, gdy mam inne sprawy na głowie. Dobrze wiesz, że nie mogę zaprzątać sobie tym tyłka. Jeżeli znowu ten ktoś raczy napisać do Samuela na mnie, to nie odpuszczę – powiedział.

John nigdy nie przejmował się błahostkami, choć sprawa z listami zaczęła go nieco męczyć. Wolał skupiać się na pisaniu, choć już nie zwiedzaniu potencjalnych miejsc nawiedzanych przez duchy. Od momentu ukazania się książki „Pięć nawiedzonych pokoi hotelowych” zaprzestał nocowania w upiornych miejscach. Ulotki z zaproszeniami do najróżniejszych miejsc wyrzucał do kosza na śmieci. Postanowił dać spokój z duchami, gdyż zatracił się w pisaniu powieści o 1408, ale z minimalnymi elementami grozy. Bardziej skupił się wątkach romantycznych, erotycznych jak i przygodowych.
W mieszkaniu panowała ponura atmosfera, poprzez zasłonki, które przyciemniały pomieszczenie ograniczając dopływ światła z okien. Podszedł tam odsłaniając okna, gdyż nienawidził zaciemnionych pomieszczeń. Nastąpiła jasność, a wtedy na chwilę przysiadł na fotelu. Włączył laptop, aby napisać kolejne fragmenty.
🐬
Zaglądał do skrytki pocztowej raz w tygodniu. Przeważnie w kopertach kryły się listy od fanów, czy pocztówki zawierające zaproszenia do hoteli. John zwykle nie odpisywał na listy, uważał to za zbędne. Nie marnował czasu na sklecanie kilku zdań do kogoś, kogo w ogóle nie znał. Doceniał w jakiś sposób to, że fani przychodzili na spotkania czytelników, czy kupowali jego książki, ale nigdy nie korespondował z żadnym z fanatyków jego powieści i przewodników.
Nie czuł obowiązku odpisywania na listy i tego się trzymał.
Między pocztówkami oraz kopertami ujrzał widokówkę Hotelu Delphi. Wyszedł z poczty udając się do swojego samochodu. Gdy wsiadł za kierownicę, przyjrzał się dokładnie informacjom na tyle widokówki: „Opuszczony budynek, w którym niegdyś był club gothic midnight ma powiązanie z 1408”.
- Kolejne dziwactwo do kolekcji – powiedział sam do siebie. Odłożył korespondencję, aby udać się na małą przejażdżkę. Wyjął dyktafon z kieszeni w celu nagrania kilku rzeczy: „Hotel Delphi nie daje o sobie zapomnieć, być może dlatego, że paparazzi nie zainteresowało się piekielnym pokojem, a mną. Czy Samuel L. Jackson mógł wysłać pocztówkę z dziwną wskazówką? Wątpię. Zbyt mocno się wywyższa i ta jego psychologiczna gadka o życiu i nie tylko. Nie zdziwiłbym się, gdyby ktoś planował na mnie pułapkę. A może jednak zajrzę tam?” - odłożył dyktafon zatrzymując się na światłach. Ponownie go chwycił i włączył: „Ciekawi mnie nadawca listów do L. Jacksona. A może właśnie za mną jedzie? Może jest bliskim znajomym? A może to jakiś nadęty psychol, który chce doprowadzić mnie do śmierci, ale dlaczego? Czy psychole muszą mieć jakieś powody?”
🐬
Pomimo listopadowej pogody, w Los Angeles było ciepło. Pisarz przekręcał się z boku na bok, po czym ocknął się z dziwnego snu. Włączył lampkę nocną zauważając, że jest u siebie w pokoju. Było mu gorąco, więc odkrył kołdrę. Popatrzył przed siebie zastanawiając się nad snem. Wstał po nie dłuższej chwili trącąc bosymi nogami buty, jakie pozostawił przy łóżku. Dotarł do kuchni, gdzie również włączył światło, które nieco drażniło go w oczy. Był senny, ale pragnął napić się czegoś zimnego, więc wyjął z lodówki butelkę wody. Odkręcił ją i upił kilka głębszych łyków czując, że napój był chłodny.
Spojrzał na stół, na którym leżało jeszcze jedzenie. Nie miał chęci sprzątać po sobie od kilku dni, gdyż był zajęty nie tylko pisaniem o 1408, ale i również innymi sprawami. Usiadł przy stole z butelką w ręce zastanawiając się nad wszystkim.
Poprzez zawirowania zapomniał o pewnej blondynce. Gdy jego książka stała się bestsellerem, nie mógł myśleć o czymkolwiek niezwiązanym z pisaniem. Za sobą miał już kilkanaście spotkań z czytelnikami, oraz wywiady. Ostatnio powrócił do ćwiczeń na siłowni, a także zajął się równie innymi rzeczami.
Sen przypomniał mu o Morenie, choć nie raz wkradała się w jego myśli tak nagle. Nie tęsknił za nią, przynajmniej miał takie wrażenie. Lubił ją za to jaka była. Nieco ujmowała go swoim spojrzeniem i tym, że była zapatrzona w niego. Wykorzystał jej słabość, ale nie czuł się winny. Przypomniał mu się ten dzień, w którym uwiódł ją i zaciągnął do swojego łóżka. Czuł się niemal dumny z tego powodu. Morena wydawała się być uroczą młodą kobietą.
- Cholera – wymsknęło mu się. Przypomniał sobie, że obiecał jej wycieczkę do Los Angeles. Poprzez obowiązki zapomniał o niej, i o tym, co jej obiecał. Listopad powoli się kończył, a John miał świadomość, że tamta dziewczyna czekała na niego. Nie mogłoby być inaczej. Gdyby był zwykłym facetem, może i zapomniałaby o nim, ale był cenionym pisarzem.
Dlaczego więc myślał o niej? Zastanawiał się nad tym kolejne minuty. Morena była zwyczajną pokojówką, bez przyszłości. Mogła kolejne pięć lat robić u Samuela, a nawet i dziesięć. Pamiętał rozmowę, w której mówiła, że nie wyprowadzi się z Delfina. Może i to go nie dziwiło, gdyż nie zarabiała za wiele. A co by się stało, gdyby zobaczyła świat poza hotelem? Chciał pokazać jej uroki Los Angeles, był pewny, że wtedy otworzy jej oczy i dziewczyna zobaczy, że Hotel Delphi nie jest jedyny na świecie. John nie mógł przez dłuższą chwilę wyjąć jej ze swoich myśli. Przyznać mógł, że pomimo zwyczajności, miała to coś w sobie. Nie żałował, że przespał się z nią, że zaciągnął ją do łóżka. Bardzo dokładnie zaplanował ten dzień, wiedział, ze poprzez fragmenty w książce Morena zjawi się na spotkaniu w Book N.Y. , by z nim pogadać, a on później mógł ją zabrać do Playa i zachęcić do miłosnych igraszek. Nie bez powodu ukrył prezerwatywę pod poduszką, wiedział, że ją użyje.
Szczególnie w pamięć wszedł mu moment, w którym dotykał ją w różnych miejscach. Była wrażliwa, i reagowała na to, co jej robił. Wiedział, że nie udawała. Jej realistyczne odruchy mówiły same za siebie. Pragnęła go i czerpała samą przyjemność ze spotkania w łóżku. Gdyby była obok, pocałowałby ją i ponownie zaciągnął do swojego gniazdka.


🐬  Chapter 12 napisany z mojej wyobraźni. 




Hojlaaa :P 12 czerwca obejrzałam "Kontrakt na zabijanie", ale szczerze mówiąc niedokładnie, bo późno puścili na szóstce i sen mnie zwalał z nóg. Soo ... obejrzę na spokojnie jak uda mi się za parę zł kupić owy film, bo przyznam, że wart obejrzenia. Jak widzicie - trochę oddaliłam się od wątku 1408, ale powrócę już całkiem niedługo. Jestem na etapie pisania co nieco o samym pokoju, wiec ... Po prostu nie  chcę jak King skończyć za szybko z opowieścią. Obecnie mam niewiele więcej stron od niego :) Co do 1408 mam już pewną dość logiczną teorię, jaką prawdopodobnie "włożę" w opowiadanie. To na tyle ....

gif pobrany z google.com search j cusack gif

W przeciwieństwie do opka Frozen, nie mam tu kompletnej fabuły. Nadal skupiam się na tym, by ją podprowadzić do samego końca, co jest niełatwym zadaniem dla mnie. Mogę śmiało stwierdzić, że opowiadanie 1408 nie osiągnęło jeszcze połowy, a spodziewam się, że będzie miało co najwięcej 50 rozdziałów xD Na Frozen dobiłam 40 rozdziałów i mam delikatnie mówiąc połowę opowiadania, co stwierdzam, że może posiadać około 100 rozdziałów z Epilogiem. Nie wiem czy się śmiać, czy płakać. Trzymajcie za mnie kciuki, bo Frozen chcę dokończyć już do końca lipca, by zająć się nową opowieścią :) Oczywistością jest to, że mam niemały bałagan w treści i tu i na The Frozen Blood. Powodem jest tez stary program worda ;/ który nie chce ze mną współpracować (nie robi takich myślników itp. jak powinien). Pracuję na małym notebooku, który potrafi sie zawiesić, a mam dać do naprawy aż dwa laptopy, którym dyski trachnęły (nie poczuwam się do winy :) ) Więc z poprawką Pokoju jak i Frozen zajmę się później - na pewno po ich ukończeniu ... O kurka ... ale się rozpisałam :)
źródło google.com search j cusack /// Na zdjęciu John ze swoją siostrą Joan Cusack. Foto nie jest pierwszej młodości, zapomniałam w którym roku wydarzyło sie to :) Chciałabym tam się znaleźć i na żywo zobaczyć ^^