1 lipca 2018

Chapter 41


   Pocałunkom nie miało być końca. John z namiętnością obdarowywał ukochaną czułymi całusami. Zakochana w nim kobieta odwzajemniała je. To wszystko trwało pewną chwilę, gdy nagle Morena przerwała odsuwając się od faceta. Spojrzała mu w oczy, a on tak jakby nigdy nic uśmiechnął się do niej. Tak bardzo chciał ponownie wtopić się w jej gorące wargi; wepchnąć swój język i pieścić ją w nieskończoność. Blondynka wtuliła swą twarz w jego koszulę. Zamknął ją w swoich objęciach czule głaszcząc po włosach.
- Dzwonił do mnie Samuel – zaczęła. Odsunęła się od niego i usiadła na fotelu. Miała zmartwioną minę, co zauważył.
- Kończy ci się chorobowe? - zapytał.
- Nie … ale on widział to nagranie. Jest zniesmaczony tym i powiedział, że ktoś w internecie opisał to na plotkarskiej stronie. Podobno mam być twoją dziwką, którą zamówiłeś do hotelowego pokoju. Anonim w komentarzu umieścił moje dane osobowe, więc ludzie już wiedzą kim jestem i gdzie pracuję.
- Harper – rzekł – To on. Znowu atakuje – stwierdził. Klęknął przy niej, aby chwycić ją za ręce. Spojrzał w jej niebieskie oczy – Nie zamartwiaj się tym wszystkim. Oboje wiemy, że nie jesteś dziwką. Chciałbym zadać ci jedno z tych poważnych pytań.
- Jakie? - zapytała, bo ją to najwidoczniej zainteresowało najbardziej.
- Czy zechcesz zamieszkać ze mną? Wiem, że to mieszkanie nie jest duże, ale na początek się tu pomęczymy. Później będę szukał innego domu – powiedział całkiem poważnie. Morena patrzyła na niego zaskoczona.
- Jak to sobie wyobrażasz? - zapytała – Mam pracę w Nowym Jorku …
- Pieprzyć ten zagrzybiały hotel L. Jacksona! - uniósł głos – Przy mnie nie musisz pracować, wystarczy, że zajmiesz się obowiązkami domowymi i to, że będziesz moją kobietą.
- Ty tak na poważnie? - zapytała.
- Tak – odrzekł.
- Daj mi chwilkę na zastanowienie się – poprosiła – Ja chyba śnię … a wcześniej to sądziłam, że żarty sobie stroisz – wyznała. Pisarz zauważył, że tym poprawił jej humor.
*
   Morena miała przed sobą trudny wybór. Z jednej strony chciała stworzyć związek z pisarzem, mieszkać z nim. Ale z drugiej – obawiała się Samuela L. Jacksona. Znała jego zdanie i wiedziała, że szef próbowałby ją odwieść od pomysłu zamieszkania z Johnem. Ponadto wstydziła się spotkania z nim, gdy widział to nagranie. Kolejnym problemem była praca. Morena przywiązała się do pracy w Hotelu Delphi. Jako pokojówka zarabiała tam od kilku lat jak i zamieszkiwała. Pobyt poza Hotelem byłby dla niej czymś nowym. W końcu mogłaby spędzać różne święta jak i zwykłe dni w normalnym domu i bez samotności. Dwudziestosiedmiolatka miała wiele wątpliwości, które naciskały na NIE. Gdyby odmówiła pisarzowi, musiałaby po jakimś czasie wracać do Nowego Jorku i tęsknić za nim. A tego też nie chciała. Była pomiędzy młotem a kowadłem. Najbardziej bała się rozmowy z szefem. I to ją przerażało.

   John po rozmowie z Norrisem dowiedział się, że policja oskarżyła Harpera o niszczenie dóbr osobistych Moreny jak i jego samego. Pisarz nie zgodził się, aby dziewczyna przechodziła przez składanie zeznań. Wolał w swoim jak i jej imieniu opowiedzieć wszystko i oczekiwać aż psychol sam da się złapać. Szef wydawnictwa zaproponował mu publiczną konferencję z czytelnikami, co miałoby dodatkowo wspomóc w sprzedaży najnowszej książki o pokoju 1408. Cusack się zgodził, ale miał w tym także inny cel. Postanowił wyjaśnić coś, co zszokowałoby wiele osób. Jednak zanim miało do tego dojść, musiał poczekać do wyznaczonego terminu konferencji. W ten czas oczekiwał na odpowiedź od Moreny. Tak bardzo chciał, aby się zgodziła.
W kuchni podczas jedzenia postanowił poruszyć temat z nią. Dziewczyna zajadała się kanapkami i popijała je sokiem.
- Moreno, podjęłaś już decyzję? - zapytał. Kobieta spojrzała na niego niepewnym wzrokiem.
- Mam mętlik. Obawiam się Samuela. I tego, że … ja po prostu nie wiem, czy dam radę. Od kilku lat pracuję w Delphi – zacinała się w rozmowie. Pisarz wyczuł, że była spięta.
- Spokojnie … Samuel nie może ci zakazać. Masz prawo odejść. Obiecuję, że ci pomogę – powiedział.
- Ale – nie dał jej dokończyć.
- Kochanie … czy ty wyobrażasz swój powrót do Nowego Jorku? Ludzie cię zapytają, gdzie masz swojego faceta z nagrania, a ty co odpowiesz? Że byłaś u niego na kilkanaście dni, a potem tak sobie wróciłaś? Pomyślą, że się gździłaś – mówił poważnie mając zamiar ją wybudzić ze złudzeń – Będą na ciebie lepiej spoglądać, gdy zamieszkasz ze mną, chyba tego chciałaś, prawda? - zapytał na koniec.
- Tak, bardzo chciałam, abyśmy byli razem – odpowiedziała z rumieńcami na twarzy.
- Właśnie. Spodziewam się, że będą się śmiać, że pisarz cię przeleciał i tyle. A gdy zostaniesz przy mnie, ich słowa będą bezwartościowe – zapewniał ją. Próbował ją zmanipulować i przeciągnąć na swoją stronę.
- Pewnie masz rację – stwierdziła – Ale obawiam się Samuela.
- Kurw … Daj spokój już z tym Samuelem, ok? - lekko się poddenerwował – Żaden typek z wepchniętymi filozoficznymi słowami w gębie, nie będzie mi się mieszał w moje życie! A pieprzyć go! Zresztą nie będę się ciebie pytał. Masz zostać i koniec!
- Jak ci bardzo zależy – powiedziała nieco ciszej.
- A tobie nie? - zapytał.
- Dobrze wiesz – rzekła.
*
   Całował ją niemal bez końca, jakby tym pocałunkiem miał przekonać do ostatecznej decyzji. Morena odwzajemniała te uczucia omotana jego dotykiem. John całował ją z zachłannością, jak i ogromną czułością. Ocierali się o siebie cicho dysząc. A to się działo w korytarzu jednego z budynków, gdzie była siłownia. John często przychodził poćwiczyć, ale ostatnie wydarzenia niemal przekreśliły z jego terminarza pobyt na siłowni. Mając spory karnet postanowił wykorzystać i razem z Moreną trochę spalić kalorii i wzmocnić mięśnie. Choć po nim nie było widać takiego zmęczenia, dziewczyna opadała z sił. Oboje byli wilgotni, spoceni, ale bardzo napaleni na siebie, że nie patrzyli, czy ktoś był na korytarzu.
Po chwili pisarz przerwał kolejny długi pocałunek, po czym chwycił ją za rękę i wyprowadził z budynku.
Musieli wejść na parking, gdzie stało zaparkowane auto należące do Johna. Gdy wsiedli do środka, pisarz pocałował swoją ukochaną, po czym postanowił już ruszać do domu.
- Zostajesz u mnie – poinformował – Nie obchodzi mnie, że powiesz nie – szybko dodał. Morena spojrzała na niego. Niby skupiał się na kierowaniu, ale i również na rozmowie.
- Nie możesz mnie zmusić … nawet jeśli rzucę pracę, to muszę wracać do Nowego Jorku po papiery – powiedziała.
- Przyśle ci pocztą – rzekł – Czy zaczynasz wątpić w swoje uczucia? - zapytał.
- Nie, John. Ale to trudna sytuacja – rzekła.
*
   John rozmawiał przez telefon z Norrisem. Co jakąś chwilę spoglądał na Morenę, czy nic nie słyszy. Wszedł do łazienki i zamknął drzwi, aby swobodniej z nim porozmawiać. Dziewczyna w tej chwili przygotowywała kolację.
John usiadł na sedesie i kontynuował.
- Ten sukinsyn ma trafić na szubienicę – powiedział – Nie daruję mu tego, że puścił w obieg ten filmik.
- Wiem, że jesteś wkurzony na to, że nagrał cię jak pieprzyłeś dziwkę, ale co się stało to się nie odstanie. Oczywiście mamy przez sąd zapewnione, że Harper poniesie wszystkie szkody. Dostaniesz odszkodowanie, ale tamta dziwka nic nie dostanie – opowiedział.
- Mówiłem, że Morena to nie dziwka – rzekł – I dlaczego nie ma dostać odszkodowania, co?
- Bo to zwyczajna szmata. Nie zasługuje na nic, przez nią mamy problemy. John, możesz sobie o wiele lepszą laskę znaleźć i z poziomem.
- Pustaki mnie nie interesują, Norris – był wściekły, ale powstrzymywał się – Uważaj jak chcesz, ale ona też jest istotą ludzką i tak samo jak ja jest poszkodowana.
- Nie pieprz, ok? Przyznaj, że jeszcze kochasz ją? Planujesz z nią ślub, a może za chwilę dowiem się, że już się zaręczyłeś? - zapytał – A może dziwka jest w ciąży, co?
- Pewnie, że jej nie kocham – odpowiedział – Jestem z nią, bo jest jak unikat. Zresztą, nie będę ci się tłumaczył. To moja sprawa z kim się spotykam, ok? Kogo to ma obchodzić? - John się oburzył – A nawet gdyby była w ciąży?
- Jesteś znanym pisarzem! Sam tego chciałeś, prawda? Teraz musisz się z tym pogodzić, że dużo ludzi oglądało twoje porno z tamtą szmatą. Inaczej o niej nie powiem. Ta dziewczyna z pewnością leci na twoją kasę. Powinna dać ci spokój, John. Nie zawracaj sobie nią głowy, ok? - radził na koniec.
- Już mówiłem, że Morena nie jest dziwką. Jestem z nią i pozostanę – powiedział.
- Tak? Nie kochasz jej, a zostaniesz z nią? - zapytał.
- Norris, nie wkurwiaj mnie. Nie kocham jej, bo zwyczajnie nie potrafię. Ale to dobra kobieta i wolę ją, niż twoje napompowane przyjaciółeczki – powiedział na sam koniec.
*
   Morena zalewała się łzami siedząc na świeżo posłanym łóżku. John stał wpatrując się w nią z lekkim zdenerwowaniem. Nie miał pojęcia, że dziewczyna go podsłuchiwała. Spodziewał się, że nie łyknęła tabletki na uspokojenie.
- Uspokój się – uniósł głos nie mając zamiaru dłużej jej wysłuchiwać.
- Nie mogę! Zostaw mnie! Chcę wracać – oznajmiła ocierając łzy – Nawet nie masz pojęcia jak mam wszystkiego dość!
- Niczego nie zmienisz, a pogorszysz sytuację – próbował do niej dotrzeć.
- Śmieją się ze mnie – marudziła.
- Chcesz im dać większy powód? Już rozmawialiśmy o tym. Jeśli odejdziesz, nie dasz rady beze mnie – chwycił ją za ramię i zmusił by wstała. Obejmując ją próbował uspokoić.
- To nie ma sensu, ty mnie nie kochasz …
- Przestań! - rzekł – Zostajesz u mnie.
- Muszę wracać, choć na kilka dni – upierała się na swoim.
- O nie – w jego głowie pojawił się pewien plan – Brałaś tabletki?
- Nie – odrzekła.
- To dlatego cię bierze w łeb! Lepiej przestań się mazać. Płacz w niczym nie pomoże, skarbie. Uspokój się i łyknij te prochy.
*
   John dolał do dwóch kielichów wytrawnego wina. Szkarłatna czerwień wyglądała jak krew. Pisarz chciał spokojnie spędzić wieczór ze swoją partnerką. Zauważył, że Morena siedziała na łóżku i przeglądała coś w swoim telefonie. Dosypał do jej wina środek otumaniający, który miał działać przez kilka godzin. Przez ten czas, dziewczyna miała mieć problemy z szybszym poruszaniem się, a także z reakcją. Nie mógł pozwolić, aby mu uciekła. Zauważył, że wcześniej pakowała rzeczy do małej walizki.
W prawej ręce trzymał kielich dla niej, a z lewej – dla siebie. Usiadł obok blondynki, po czym przekazał jej odpowiedni kielich napełniony szkarłatnym winem. Morena niechętnie wzięła go, ale momentalnie upiła pierwszy łyk.
- Nie lubię wytrawnego wina – powiedziała.
- Wiem, ale po nim będzie ci lepiej – zapewniał. Objął ją, by mogła poczuć jego bliskość – Zależy mi na tobie i chcę, abyś już tu pozostała.
- Mam mętlik – rzekła – Chciałabym mieć pewność, że nie mylisz się co do mnie i naprawdę chcesz, abym już tu pozostała – ujawniła swoje obawy, już niejednokrotnie.
- Kochanie, jestem na tyle dorosły, że wiem czego chcę – pogładził ją po ramieniu – Wypijmy.
John upił kilka głębszych łyków, po czym odstawił swój kielich. Morena delikatnie się krzywiła, gdyż nie przepadała za wytrawnym winem; lubiła słodkie, lub półsłodkie. Jednak to piła.
- Skąd je masz? - zapytała po chwili.
- Stało dobre dwa lata w spiżarce. Kiedyś dostałem od znajomego – odpowiedział – Prowadzi swoją małą bimbrownię a także wina. Produkuje dla siebie i przyjaciół. Zapewne, gdybyśmy go odwiedzili, poczęstowałby cię butelką dobrego winka.
- Byle nie wytrawnego – rzekła.
- Takiego, jakie ci przypadnie do gustu – pogłaskał jej policzek i ucałował.
- Chyba nie pasujemy do siebie – stwierdziła.
- Nie zaczynaj. Obawiam się, że tak po prostu boisz się tu zostać. Nic ci się nie stanie – John nie chciał wysłuchiwać w kółko tego samego tematu – Jutro możemy pojechać do mojego znajomego. Posmakujesz różnych rodzajów win. Wybierzesz jakie chcesz, a później tu w domu sobie wypijemy.
- Jak uważasz – odrzekła.

   Zabrał z jej ręki pustą lampkę po winie. Odstawił szkło na stolik, po czym wziął blondynkę w swoje ramiona. Spojrzał w jej oczy. Zauważył, że była chwilowo nieobecna, jakby zatraciła się w myślach.
- Kochanie – odezwał się do niej.
- Jakoś mi lekko – rzekła cicho. John ucałował ją w czoło.
- Masz słabą głowę do picia – oznajmił – Za chwilę cię położę spać, skarbie.
- Mu … szę się … u ...myć – jej głos się załamywał, jakby miała za chwilę usnąć.
- Zaraz się tobą zajmę – powiedział.
Rozebrał ją do naga. Zauważył, że dziewczyna nie mogła za bardzo się bronić. Delikatnie ścisnęła jego rękę, choć zapewne starała się ją odepchnąć. Niebieskimi oczami wpatrywała się w Johna, jakby prosiła go, by nie wyrządzał jej krzywdy. Pisarz na chwilę przytulił ją do siebie.
- Skarbie, nie martw się – wyszeptał jej do ucha – Jesteś w bezpiecznych ramionach – pogłaskał ją po włosach – Za chwilę się położymy, kochanie – John domyślił się, że Morena miała jeszcze świadomość, co się z nią działo. Rękoma próbowała go odepchnąć, ale Cusack nie potrzebował sił, aby z nią sobie poradzić. Ucałował ją w usta odczuwając, że delikatnie drżały. Mógł się domyśleć, że Morena obawiała się tego, co mogłoby się wydarzyć za chwilę. Facet położył ją do łóżka i sam zaczął się rozbierać. Blondynka cały czas patrzyła na niego, a z jej lewego oka spłynęła jedna łza.





.....................................

Hej! Wiem, że trochę pomieszałam, ale zachowanie pisarza nie wzięło się znikąd. Dlaczego on tak się zachowuje, dowiecie się w dalszych rozdziałach. Kolejny post być może za tydzień, lub dwa. Nie wiem sama. A, czy Morena powinna z nim zamieszkać? Czy może wrócić do NY?


31 maja była światowa premiera filmu "Distorted". Mam nadzieję, że u nas wejdzie ten film do kin :) Jeżeli miałoby to nastąpić, to pewnie gdzieś tak w sierpniu/wrześniu. Oby!